Skręciłem w piatom alejkę po prawo. Dotarłem na sam koniec tuż pod wielką płaczącą wierzbą. Pasowała ona tu idealnie. Moje oczy pooli zaczęły topic siew łzach. Położyłem róże na marmurowej, białej płycie i usiadłem.
-Tak mi przykro..-wyszeptałem a wiatr zawył głucho-Wybacz mi Diano.-powiedziałem raz jeszcze-To moja wina.. to nigdy nie powinno sie wydarzyć .Gdybym wtedy pomyślał. Ale nie.. wolałem sie popisać przed tobą.. i to doprowadziło do tego ze już więcej nie ujrzę twojej roześmianej twarzy.. nie przytulę Cię..
Wyjąłem z kieszeni paczkę fajek i odpaliłem jedną.
-Pamiętam jak bardzo lubiłaś zapach tytoniu..
Zaciągnąłem się zamykając oczy a jedna łza wymknęła sie z mojego oka kreśląc po policzku mokre ślady.
-To ja powinienem wtedy zginąć nie ty.
Powspominałem chwile spędzone z moją.. zmarłą dziewczyną po czym odszedłem. Nie mogłem tu przychodzić. Rodzina Diany wyraziła sie jasno. Jednak.. nie mogłem.. nie mogłem tu nie przychodzić.
Wyszedłem z cmentarza i podążyłem w stronę miasta.
Zaczął padać deszcz i sie ściemniło. Usiadłem na schodach kawiarni która była zamknięta.

Zawsze w ten dzień.. byłem sam. Pogrążony wspomnieniami i bólem który był silniejszy niż na co dzień.
Zamyślony nawet nie zauważyłem kiedy Kora podeszła do mnie.
-Wstawaj. To że mamy lepszą odporność nie znaczy że możesz przemoknąć całkowicie.
-Zostaw mnie.
-Nie. Jesteś moim betom. Moim zadaniem jest o ciebie dbać.
-Nie chce wracać do domu.
-Nie musisz. Jako członek mojego stada możesz zamieszkać w naszym wspólnym domu. Każdy wilkołak znajdzie tam schronienie. To taka nasza gospoda.
-A Beth?
-Dziś pilnują jej wampiry.
-Myślałem że jesteśmy wrogami..
-To sie nie zmieniło.. ale wiesz.. nawet najwięksi wrogowie potrafią połączyć siły jeśli mają wspólnego wroga. Wygnamy demony i znów będzie po staremu.
-Eh.. przez to straciłem przyjaciela.
-I zyskałeś nowych. Poznasz dziś cała watache. Będzie fajnie. Nie smuć się. Zostaw to co było za sobą.
-Tak sienie da.
-Chociaż sie postaraj.
Namówiony przez Korę wstałem. Wsiedliśmy do jej samochodu i pojechaliśmy do "wilczej gospody"..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz