wtorek, 20 października 2015

Od Bethany

-A to moje królestwo. - weszliśmy do całkiem sporego domu.  
  Weszłam i rozejrzałam się. 
-Piękny dom. Ma historię. 
-Racja. Ma się szczęście, że dostałem go w spadku...
-Po pierwsze, ja go dostałem. - usłyszałam za sobą głos Tony'ego. - A po drugie, dlaczego przyprowadzasz gościa nic mi o tym nie mówiąc?
-Tony... przecież się znamy... - zaczęłam. 
-Weź się wyluzuj. - zaśmiał się Emmet.
  Tony złapał go za manatki i pchnął na ścianę. 
-Słuchaj. Nie wiem co kombinujesz, nie wnikam w to. Ale nie mieszkasz tu. 
-To też mój dom. - uśmiechnął się zawadiacko. - I robię co chcę i gdzie chcę, braciszku. 
-Mamy problem. Ale teraz to cię nie obchodzi, prawda? 
-My mamy? A co to niby znaczy? - spytał Emmet.
-Możecie skończyć? Martwię się i sama nie wiem co mam robić w takiej sytuacji.
-Racja. To dosyć niezręczna sytuacja dla Bethany. 
  Wyszedł, a ja zostałam sama z Emmetem. 
-Może powinniśmy go zatrzymać...?
-Daj sobie spokój. Ten kretyn sobie nic nie zrobi.
-Przesadzasz...
-To ty przesadzasz. 
  Pocałował mnie. Pierwszy raz moje serce drgnęło jak czerwona lampka sygnalizując, że coś tu nie gra. To uczucie było sztuczne, nieprawdziwe... 
-Puść mnie... - odepchnęłam go. 
  Wybiegłam na zewnątrz. Zatrzymał mnie. Wyjątkowo szybko mnie dogonił... 
-Kocham Cię. Beth. Nie wyobrażam sobie bez ciebie życia... 
-Ale...
  Pocałował mnie nie pozwalając mi dokończyć.
-EKHEM! - Chrząknęła jakaś osoba za nami. 
  Odsunęłam się od Emmeta spokojnie ze złą miną. Elena stała przed nami.
-Przyszłam do Tony'ego. Byliśmy umówieni... Nie wiecie gdzie...
-Gdzieś poszedł. - odparłam szybko chcąc kontynuować. 
  Elena spojrzała zła na Emmeta. Nie lubiła go. Jakby coś wiedziała, ale miała na ustach kłódkę. Coś mi tu nie grało. Pobiegłam za nią, ale szybko od niej odskoczyłam. Była lodowata. Zaszokowana patrzyłam na nią, a ona szybko odeszła. 


  Minęło kilka miesięcy, a między mną a Emmetem było coraz gorzej. Mieszkaliśmy razem, fakt, ale z tym wiązało się wiele złych rzeczy... na początku - same pozytywy - teraz... wszystko było źle.
  Pewnego wieczora wracając z Emmetem od moich rodziców świętując ich rocznicę, weszłam do łazienki i zobaczyłam jego... palącego jakiś narkotyk. 
-Co to jest...? - spytałam w szoku. 
-Zamknij drzwi. - mruknął i zajął się paleniem. 
-CO TO JEST?! - krzyknęłam.
  On wstał i napiął mięśnie. 
-Dopalacze. Spokojnie, są całkowicie zdrowe...
-Dopalacze nie są zdrowe... - kręciłam głową i złapałam się za nią.
-Kochanie...
-Nie! Zostaw mnie. 
  Wyszłam z łazienki a za mną on. 
-Stój jak do ciebie mówię. Słyszysz!? STÓJ SZMATO! 
  Pobiegłam do pokoju i się tam zamknęłam. 
  Po kilku staraniach wyważył drzwi. Złapał mnie za włosy i wyciągnął z pokoju. Płakałam. Bałam się. Pobił mnie, uderzając głównie w twarz, ale w brzuch również uderzał. Nie czekałam. Wybiegłam z mieszkania zostawiając wszystko i cała zapłakana, pobita i przerażona weszłam do pierwszej lepszej taksówki i pojechałam do Eleny. Musiałam z nim skończyć. 

 Elena przyjęła mnie z otwartymi ramionami, lecz na następny dzień wróciłam do domu. Leżałam, już był ranek i przygotowywałam się psychicznie na dzień w szkole. Emmet był chory psychicznie, nie chciałam z nim być, brzydziłam się nim. 
  Przyszedł do mnie tata, usiadł obok a ja odwróciłam się plecami.
-Pamiętaj, że możesz ze mną pogadać. 
  Milczałam. 
  Poklepał mnie po ramieniu.
  Gdybym mu powiedziała jak to mój tata... rozszarpałby na strzępy Emmeta, a ja wolę sobie wszystko poukładać. Zebrać się na odwagę i to skończyć. Chociaż się boję, że znów mnie skrzywdzi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz