-Nie mam dziecka. - zaśmiałam się do Dominiki.
-Byłaś taką laską! Teraz coś się zmieniło... poznałaś kogoś...? - zmrużyła oczy.
Przewróciłam oczami i westchnęłam.
-No mów. Masz kogoś?
Przekrzywiłam głowę a ona spojrzała się na mnie badawczo.
-Dobra, dobra. Może poszalejemy? - podbiegłam do telewizora i włączyła głośno muzykę.
-Sąsiedzi znów się do mnie przyczepią! - przekrzyczałam muzykę.
-To ja do nich też się przyczepię!
-Doma! Mówię poważnie... - wyciszyłam muzykę.
Ona wybiegła na balkon i wyjrzała na ulicę.
-IMPREZA!!! WOOOOHOOOO!!! SĄSIEDZI NAM NIE STRASZNI! MOCNI I MŁODZI! WOOOOO!!!
Wyciągnęłam ją z balkonu.
-Oszalałaś!? - pisnęłam.
-Rozpuść włosy, pomaluj usta tą pomadką i szaleeeeej!
-Dominika! Przestań w końcu!
-Dlaczego? - przestała skakać w okół mnie.
-Przysięgnij, że nikomu, ale to nikomu nie piśniesz słowa.
-Przysięgam, będę milczeć jak kwiatki na grobie.
-Kwiatki? Na grobie? - uniosłam brwi.
-Tak. Nie będę siebie porównywać do grobu... odrażające.
Zaśmiała się ale ja byłam poważna.
-Co się stało?
-Jestem w ciąży...
-Co?! - opluła się kawałkiem jabłka które przeżuwała. - Z kim?!
-Nie pamiętam. Zgwałcił mnie na imprezie...
-ZNAJDĘ GO I ZABIJE! Jak tu stoję tak przyrzekam, że go zadźgam nożem!
-Ale nikomu nie piśniesz słowa. Nawet Ninie i Elenie. NIKOMU.
-Dobra. Ale będę ci pomagać. Codzienna wizyta. I musisz zacząć wychodzić. Od jutra! Dziś - ostatni dzień odpoczynku dla ciężarnej!
Uśmiechnęłam się słabo.
-Ej... to dobrze. Dzieci są super...
-Nie chciałam mieć dzieci. Nigdy wcześniej o nich nie myślałam. Nie chcę ich mieć, Dominika.
-Pokochasz to dziecko zanim się obejrzysz.
-Nie. - pokręciłam głową. - Coś jest ze mną nie tak od jakiegoś czasu.
-To znaczy?
-No... wiesz... jestem głodna. Nic innego nie zaspokaja mojego głodu. Ile bym nie zjadła... nadal chcę jeść i czuję jak głoduje, że to nie to.
-To co masz niby jeść?
-Nie wiem... - wzruszyłam ramionami.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je.
-Hej, wpadłem po siostrę. - zobaczyłam przed sobą Jakuba.
-Och... No jasne. Jest tu. Chcesz wejść czy wolisz kwitnąć przed moimi drzwiami? - spytałam.
-Skoro nalegasz. - wzruszył ramionami i wszedł ze złośliwym uśmieszkiem.
-Ktoś nam się tu rozpaskudził. Może jednak powinieneś ściągnąć łańcuch?
-Jak zrobisz to ty, to ja od razu po tobie. No, pomyślę.
-Nie pyskuj. Bo się pogniewamy. - pogroziłam palcem.
-A ty się starzejesz! Nie mogę zadawać się ze starcem.
-Ach! Czyli nie tolerujesz swoich dziadków, pradziadków a również rodziców? Oni też są starsi.
-Ty to co innego paskudo. - mrugnął.
-Dzięki za miłe słowa! Zapamiętam je na przyszłość Bestio.
-Nawiązanie do pięknej i Bestii? Może to ja będę piękną?
-Skoro tak bardzo pragniesz być kobietą... - wzruszyłam ramionami. - To w porząsiu Bello.
-Bello?
-Tak miała na imię księżniczka z pięknej i Bestii. - zaznaczyłam. - Nie oglądałeś? Pff...
-Nie pamiętam takich rzeczy. Nie oglądam bajek.
-Ja ostatnio wręcz przeciwnie.
-Taka wredna, a ogląda bajeczki... ktoś tu zdziecinniał.
-Żebym zaraz ciebie nie zdziecinniała! - zaśmiałam się i pchnęłam go lekko na ścianę.
Ani drgnął.
-Przypakowałeś? Albo zamieniasz się w słup który został obsrany przez ptaki.
-Zależy jakie ptaki. - mrugnął po raz kolejny.
-Latające penisy... hmm... dobry pomysł, następnym razem rzucę śmiesznym tekstem o latających penisach na słupach.
-Gołąbeczki! Sorry że przerwę, ale muszę wracać do domu. Jutro sprawdzian... ach... ty nie chodzisz do szkoły. - mruknęła.
-Czemu? - spytał Kuba.
-Bo nie mam ochoty, można powiedzieć, że zrezygnowałam tymczasowo ze szkoły.
-Powodów brak?
-Mało ważne. Dosłownie.
-Idziemy? - spytała Dominika.
-Tak. To na razie bestio.
-Pa latający penisie. - uśmiechnęłam się i pożegnałam się z nimi.
Mogłam się od razu wyrzygać na spokojnie, pooglądać bajki, zjeść wiele żarcia które i tak mnie nie zaspokaja do końca z niewiadomych przyczyn... no i ponarzekać na swojego kota.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz