poniedziałek, 26 października 2015

Od Bethany

-Wyglądasz jak stara panna z dzieckiem. 
-Nie mam dziecka. - zaśmiałam się do Dominiki. 
-Byłaś taką laską! Teraz coś się zmieniło... poznałaś kogoś...? - zmrużyła oczy. 
  Przewróciłam oczami i westchnęłam. 
-No mów. Masz kogoś? 
  Przekrzywiłam głowę a ona spojrzała się na mnie badawczo.
-Dobra, dobra. Może poszalejemy? - podbiegłam do telewizora i włączyła głośno muzykę.
-Sąsiedzi znów się do mnie przyczepią! - przekrzyczałam muzykę. 
-To ja do nich też się przyczepię! 
-Doma! Mówię poważnie... - wyciszyłam muzykę.
  Ona wybiegła na balkon i wyjrzała na ulicę. 
-IMPREZA!!! WOOOOHOOOO!!! SĄSIEDZI NAM NIE STRASZNI! MOCNI I MŁODZI! WOOOOO!!! 
  Wyciągnęłam ją z balkonu.
-Oszalałaś!? - pisnęłam. 
-Rozpuść włosy, pomaluj usta tą pomadką i szaleeeeej! 
-Dominika! Przestań w końcu! 
-Dlaczego? - przestała skakać w okół mnie. 
-Przysięgnij, że nikomu, ale to nikomu nie piśniesz słowa. 
-Przysięgam, będę milczeć jak kwiatki na grobie. 
-Kwiatki? Na grobie? - uniosłam brwi. 
-Tak. Nie będę siebie porównywać do grobu... odrażające. 
  Zaśmiała się ale ja byłam poważna. 
-Co się stało?
-Jestem w ciąży... 
-Co?! - opluła się kawałkiem jabłka które przeżuwała. - Z kim?!
-Nie pamiętam. Zgwałcił mnie na imprezie...
-ZNAJDĘ GO I ZABIJE! Jak tu stoję tak przyrzekam, że go zadźgam nożem! 
-Ale nikomu nie piśniesz słowa. Nawet Ninie i Elenie. NIKOMU. 
-Dobra. Ale będę ci pomagać. Codzienna wizyta. I musisz zacząć wychodzić. Od jutra! Dziś - ostatni dzień odpoczynku dla ciężarnej! 
  Uśmiechnęłam się słabo.
-Ej... to dobrze. Dzieci są super...
-Nie chciałam mieć dzieci. Nigdy wcześniej o nich nie myślałam. Nie chcę ich mieć, Dominika. 
-Pokochasz to dziecko zanim się obejrzysz. 
-Nie. - pokręciłam głową. - Coś jest ze mną nie tak od jakiegoś czasu.
-To znaczy? 
-No... wiesz... jestem głodna. Nic innego nie zaspokaja mojego głodu. Ile bym nie zjadła... nadal chcę jeść i czuję jak głoduje, że to nie to. 
-To co masz niby jeść? 
-Nie wiem... - wzruszyłam ramionami.
  Usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je.
-Hej, wpadłem po siostrę. - zobaczyłam przed sobą Jakuba. 
-Och... No jasne. Jest tu. Chcesz wejść czy wolisz kwitnąć przed moimi drzwiami? - spytałam.
-Skoro nalegasz. - wzruszył ramionami i wszedł ze złośliwym uśmieszkiem. 
-Ktoś nam się tu rozpaskudził. Może jednak powinieneś ściągnąć łańcuch?
-Jak zrobisz to ty, to ja od razu po tobie. No, pomyślę. 
-Nie pyskuj. Bo się pogniewamy. - pogroziłam palcem. 
-A ty się starzejesz! Nie mogę zadawać się ze starcem.
-Ach! Czyli nie tolerujesz swoich dziadków, pradziadków a również rodziców? Oni też są starsi. 
-Ty to co innego paskudo. - mrugnął. 
-Dzięki za miłe słowa! Zapamiętam je na przyszłość Bestio. 
-Nawiązanie do pięknej i Bestii? Może to ja będę piękną?
-Skoro tak bardzo pragniesz być kobietą... - wzruszyłam ramionami. - To w porząsiu Bello.
-Bello?
-Tak miała na imię księżniczka z pięknej i Bestii. - zaznaczyłam. - Nie oglądałeś? Pff...
-Nie pamiętam takich rzeczy. Nie oglądam bajek.
-Ja ostatnio wręcz przeciwnie. 
-Taka wredna, a ogląda bajeczki... ktoś tu zdziecinniał.
-Żebym zaraz ciebie nie zdziecinniała! - zaśmiałam się i pchnęłam go lekko na ścianę.
  Ani drgnął.
-Przypakowałeś? Albo zamieniasz się w słup który został obsrany przez ptaki. 
-Zależy jakie ptaki. - mrugnął po raz kolejny.
-Latające penisy... hmm... dobry pomysł, następnym razem rzucę śmiesznym tekstem o latających penisach na słupach. 
-Gołąbeczki! Sorry że przerwę, ale muszę wracać do domu. Jutro sprawdzian... ach... ty nie chodzisz do szkoły. - mruknęła.
-Czemu? - spytał Kuba. 
-Bo nie mam ochoty, można powiedzieć, że zrezygnowałam tymczasowo ze szkoły. 
-Powodów brak?
-Mało ważne. Dosłownie.
-Idziemy? - spytała Dominika. 
-Tak. To na razie bestio.
-Pa latający penisie. - uśmiechnęłam się i pożegnałam się z nimi.
  Mogłam się od razu wyrzygać na spokojnie, pooglądać bajki, zjeść wiele żarcia które i tak mnie nie zaspokaja do końca z niewiadomych przyczyn... no i ponarzekać na swojego kota. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz