wtorek, 3 listopada 2015

Od Bethany

-Nie wiem czy chcę to dziecko. Rozumiesz? Nie chcę mieć dziecka którego ojcem jest wampir. Nie dam rady go wychować... poza tym mam całe życie przed sobą... nie jestem przygotowana na dziecko. Te ciągłe zmiany nastroju... przez to ze.jestem w nadnaturalnej ciąży to wszystko się kumuluje i w ogóle... ych!
  Kuba się zaśmiał.
-Normalne chyba, co?
-Nie wiem... nie planowałam dzieci, nie chcę mieć dziecka...
-Zobaczysz je, potrzymasz na rękach i od razu pokochasz.
-Skąd wiesz? A jak nie? Będę musiała je oddać czy coś...
-Na pewno nie. Beth... posłuchaj. nie rób nic głupiego.
-Moja rodzina nie ma ze mną kontaktu os miesięcy. Nie wiedzą że jestem w ciąży, że zostaną wujkiem, ciocią czy babcia lub dziadkiem...
-Chodź. - pociągnął mnie za rękę.
-Gdzie idziemy?
-Chodź, chodź marudo. - uśmiechnął się i kazał wsiąść mi do samochodu.
-O co chodzi Kuba?! - pytałam zaskoczona.
-Nie lubisz niespodzianek? To masz problem. - zaśmiał się i ruszył samochodem przed siebie.
-Gdzie jedziemy? - zapytałam robiąc minę obrazonej dziewczynki.
  Milczał, a ja siedziałam i patrzyłam się na niego wyczekujac odpowiedzi.
-Kuba!!!
  Milczał.
  Zła również zamilkłam.

  Dojechaliśmy pod mój stary dom. Stare osiedle w którym się wychowywałam, to wszystko było takie jak zwykle. Nie zamierzałam mówić rodzicom o ciąży. Ani swoim starszym braciom.
-Co tu robimy? - spytałam zaszokowana.
-Odwiedzasz swoją rodzinę. - uśmiechnął się.
  Rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam w policzek.
-Chodź! - wyciągnęłam go wręcz z samochodu i pociągnęłam do drzwi mojego rodzinnego domu.
  Drzwi otworzył mi tata, ubrany w rozpiętą koszule w kratkę, pod którą miał szarą koszulkę. Miał nawet swoje jeansy które miał na sobie gdy odchodziłam stąd. Trzymał w rękach kubek z napisem "kochany tatuś" dostał go ode mnie na urodziny trzy lata temu.
  Za nim pojawiła się mama, która była od taty niższa o pół głowy. Miała krótkie blond włosy, ułożone i lekko pokręcone przez fryzjera. Miała na sobie chabrową sukienkę i czarne baletki w których śmigała zwykle po domu. Wyładniała, miała 40 lat a wygląda naprawdę na 30.
  Oboje byli zaskoczeni. Mama rzuciła się na mnie i przytuliła mnie, a w tle słyszałam wołanie mojego młodszego brata, gdzieś po schodach zbiegła jego narzeczona. Ten dom zawsze emanował energią.
-Mamo, tato... to jest Kuba. - przedstawiłam przyjaciela.
-Miło widzieć ze sprowadza chłopaka do domu który w końcu wygląda przyzwoicie. - skomentował tata.
-Tata to taki zabawny opiekuńczy śmieszek. - szepnęłam Kubie.
-Chodźcie. Akurat jest obiad. - mama obudziła się z natłoku myśli i od razu uśmiechnięta zaprosiła nas do domu.
  Byłam bliska łez. Kuba wiele dla mnie znaczy i wiele dla mnie robi...

Od Jakuba

Widzialem ze Beth morduje sie przebywając ze sforą. Smucilo mnie to. Staralem się pokazać jej że tu wcale nie jest tak źle. Jednak chyba na marne. Minął ten tydzień a moje starania nie przynosiły oczekiwanych efektów. Siedziałem na tarazie i rozmyślałem.
-To nic nie da. -powiedziała Kora wchodząc na taraz-Ona najwyraźniej nie pasuje do towarzystwa wilków. My możemy przy niej być, mieszkać mimo iż zapach wampirzego dziecka nas irytuje jednak jej doskwiera nasze towarzystwo.
-To co ja mam zrobić? Tu jest bezpieczna.
-Pozwól wampirą się nią opiekować.
-A jak Inferno ją dorwie?
-Wiem że jest Ci ona bliską osobą ale to dzoecko jest wampira.. Nie nam je ochraniać tylko wampirą. My tylko chcemy pozbyć się Inferno.
-Wiem no ale..
-Bethany zawsze może u nas znaleźć schronoenie ale jeśli nie czuje się tu dpbrze to pozwól jej odejść.
-Ehh... Może masz racje?
Wstałem i poszedłem na górę. Uchyliłem drzwi do jej pokoju. Spała.
Poszedłem do swojego i po pewnym czasie zasnąłem.
Rano obudziły mnie dzieciaki. Tak.. W "wilczym domu" mieszkały dwie pary z dziećmi. Te dzieci były urodzone jako wilkołaki.. Większość członków stada było tak zwanymi urodzonymi.. Ja i trzech innych byliśmy tylko przemienionymi.
-Co tam łobuzy?-zapytałem biorąc na ręce najmłodszą Jagode.
Margo i Max szli obok mnie. Jagoda miała 3 latka, Margo 6 a Max 8. Wilki urodzone pierwszą przemianę przechodziły po ukończeniu 8 lat. Max już się przemieniał.
-Możemy zobaczyć twoją nażeczoną?-zapytała Margo.
-To jest moja koleżanka.
-A nie nażeczona?-zapytał Max.
-Nie-odparłem spokojnie z uśmiechem.
Dzisiejszy dzień spędziłem z Beth i dzieciakami albo w salonie albo w ogrodzie z dala od obowiązków. Maluchy polubiły ją. Jednak przed 19 odesłałem ich do rodziców by Beth połozyła się spać.
Lekko po 19 zapukałem do jej drzwi. Kiedy isłyszałem "proszę" wszedłem.
Usiadłem obok niej na łóżku.
-Beth.. Wiem że nie chcesz tu być.. Jesteś tu bezpieczna ale szanuję twoje zdanie. Jeśli tylko chcesz jutro mogę cię odwoeźć do domu. Nie jesteś tu trzymana na siłę.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Od Jakuba

Biegłem przez ciemny las. Bardzo szybko. Uciekałem. Slyszałem za sobą pościg. Jako że byłem wilkołakiem byłem szybszy i zwinniejszy.
Wbiegłem pod wsgórze. Okazało się że to ślepy zaułek. Przedemną ciagła się wielka przepaść a na jej dnie płyneła rzeka. Skręciłem w prawo. Jednak droge zastąpił mi jeden z wampirów.
-Zostawcie mnie!-krzyknąłem zły.
Za mną stał już kolejny.
-Nie. Wyplenimy was.
-To nie my!
-A jednak wy.
Pare dni temu ktoś zamordował dwoje nastoletnich wampirów. Wszystko wskazywało na robotę wilkołaków jednak na tych terenac mieszkała tylko jedna watacha.. Do której należałem ja. Żadne z nas nie podniosło nawet renki na tych nastolatków. Nawet ich nie znałem! Wampiry się wściekły.. Postanowiły się zemścić. Podejrzewaliśmy spisek Inferno. W końcu nie było im na renke że wilkołaki i wampiry zjednoczyły się by walczyć przeciw nim.
-Jesteście w błędzie. Żaden wilk z naszej watach nic nie zrobił żadnemu z was.
-Wiesz kim były te dzieciaki? Miały rodziny, przyjaciół.. Były nam bliskie. Wasze psie łapska ich ruszyły. Zginiecie.
-Ile jeszcze mamy powtarzać że to nie my?!
-Kłamiecie.
Wampir rzucił się na mnie. Walczyłem tak by nie wyrządzić mu krzywdy. Kiedy go odepchnąłem zachwiałem się a wtedy drugi skorzystał z tego mkmentu i podłożył mi noge. Runąłem w przepaść...

Obudziłem się... Sam nie wiem ile czasu minęło. Leżałem na łóżku w wilczym domu. Obok mnie siedziała Kora.
-Wreszcie. Juz się bałam źe nas zostawisz
-Ile byłem nieprzytomny?-wybąkałem.
-Trzy dni.
-Aż tyle?!
-Aż tle? Słuchaj.. Jak cię Ash i Peter znaleźli i przynieśli do mnie myślałam że jesteś martwy!
-Co z Beth?
-Wampiry nie pozwalają nam nawet wyjść z lasu.  Chcą nas dopaść.
-Ale to nie my..
-Tak cale oni w to nie wierzą.
-Muszą przejrzeć na oczy zanim wydarzy się coś złego.
-Prawie Cię zabili nie odpuścimy im tego.
-Dajcie spokój. Jest wiele innych pilnych rzeczy. Na przykład obrona Beth i walka z demonami.
-Wampiry nie dadzą nam spokoju.
-Wiem.. Ale musimy z nimi porozmawiać.
- To nic nie da.
-Musze wstać. Zobaczyć się z Beth.
Kora starala się mnie przekonać że to zły sposób jednak jej się nie udało. Wstałem caly obolały.. Wsiadłem do samochodu i pojechałem.
Przed domem Beth aż śmierdziało wampirami. Szybko przedostałem się do jej domu mimo iż na pewno mnie wyczuli. Siedziała w salonie.
-Kuba.. Gdzie byłeś tak długo?!-zapytała.
-To długa historia.
Do domu wszedł Tony.
-Wynoś się stąd.-powiedział do mnie.
Beth spojrzała się na niego potem na mnie a następnie znów na niego.
-Nie wiem o co poszło ale to mój dom i to ja będę decydowała kto tu będzoe siedział a kto nie a jak masz z tym jakiś problem to sam wyjdź.-powiedziała.
Tony spojrzał na nią zaskoczony a następnie przeniósł pełen nienawiści wzrok na mnie i wyszedł.
-Co się stało?-zapytała.
-Nie czas teraz o tym mówić.
-Gadaj.
-Do długa historia.
-Co ci sie stało?-zapytała.-Jesteś caly poobijany.
-Maly wypadek.
-Biłeś się?
-Można tak powiedzieć..
-Dlaczego?
-Nie chce cie martwić.
-Kuba..
-Mam prośbę. Słuchaj.. W lesie jest taki dom. Jest spory.. Zamieszkasz w nim dobrze? Ja tam chwilowo mieszkam. Nalež do Kory.. Mojej alfy. Wszystkie wilkołaki są tam mile widziane.
-Ja nie jestem wilkołakiem.
-Kora sie zgodziła. Tam bedziesz bardziej bezpieczna.
-Mam dość bycia problemem! Dajcie mi normalnie żyć.
-Nie jesteś problemem. Proszę... Chociaż przez jakiś czas. Zaufaj mi.
Patrzyła się na mnie nie wiedząc co zrobić. Jednak po chwili udało mi się nią przekonać. Czekałem w salonie aż spakuje najpotrzebniejsze rzeczy poczym razem pojechaliśmy do wilczej rezydencji.

czwartek, 29 października 2015

Od Bethany

Nie wiedziałam o co mu chodzi. Byłam zdziwiona jego zachowaniem, a na dodatek musiałam chronić dziecko a przebywanie wśród wilkołakow to nie była szczęśliwa myśl. Ale ze względu na prośby Kuby zgodziłam się.
-Prowadzę. - powiedział wsiadajac do samochodu na miejsce kierowcy.
-Słucham? - spytałam. - ja nawet nie mam prawa jazdy... poza tym dlaczego miałabym nie prowadzić?
-Bo jesteś w ciąży.
-O nie. Powiedzmy sobie jasno. Nikt się nie wtrąca do moich spraw. Ty też.
-Ale...
-Powiedziałam juz. Tak zostaje i koniec.
-Niech Ci będzie. - mruknął pod nosem.
-Zapamiętaj to sobie.

  Nie czułam się tu dobrze. Może to przez to, że dziecko które nosiłam było jak na dwa miesiące niewiarygodnie duże, mój brzuch wyglądał na sześcio miesięczne...
  Może zapach wilkołakow dziecko czuło się źle? Może odziedziczyło coś po Damonie?  Oby nie.
  Byłam bardzo ruchliwa, Kuba mimo licznych obowiązków w sforze nie pozwalał mi na wiele rzeczy które chciałam robić - np. jazda samochodem, wchodzenie na drzewa, jakiekolwiek wygłupy nie wchodziły w grę. Miałam to oczywiście gdzieś, wiedziałam co jest dla mnie dobre i lubiłam łamać zasady, a tak jest mi dobrze. Kuba i tak nie miał czasu, Kora mu zabraniała wielu rzeczy. Nie mógł slęczeć przy mnie zbyt długo bo miał swoje obowiązki a ja mogłam robić to co chciałam.

Od Jakuba

Wszedłem wraz z Beth do jej domu. Wsiadłem w salonie a ona poszła się przebrać. Kiedy wróciła coś zauważyłem.
-Jesteś w ciąży?-zapytałem a raczej bardziej stwierdziłem.
-Nie-powiedziała szybko.
Zdecydowanie za szybko.
-Przecież widzę. Jestem wilkołakiem o czym już wiesz. Wiem jak pachną ludzie... Od ciebie wyczuwa także inny zapach.
-Nie jestem.
-Kto jest ojcem?
-Nikt.
-Wampir.. Tak czuje wampira..
-Nie jestem w ciąży.-upierała się.
-Masz wydęty zaokrąglony brzuch.
-Mówię coś
-Wilkołaka nie oszukasz. Damon jest ojcem? Dlatego się ciebie uczepił a Inferno chce dziecka tak?
Westchneła zrezygnowano.
-Tak.
-Nie dostaną go.
Wyczułem dziwne emocje.
-Dziecko jest głodne-stwierdziłem.
-Tak..
-Chce krwi to logiczne. Umrze jeśli jej nie dostanie
-Nie wiem czy chce to dziecko. I też nie chce nikogo krzywdzić by dostarczyć dziecku krew.
-Nie musisz.
Wstałem i poszedłem do kuchni po nóż i szklankę
Wsiadłem na kanapie w salonie i rozciąłem sobie nadgarstek. Krew płynęła wystarczająco szybko i intensywnie by napełnić dno szklanki na wysokość około 3 centymetrów.
-Wypij.
-Nie! To ochydne!
-Spróbuj.
Po chwili wachania wypiła.
-I jak?
-Kopneło. Smakuje mu
-Widzisz. Jest dla niego pewnie cierpka bo wilcza jednak to zawsze coś.
-Dziękuję.
-Mogę poczuć jak kopie?-zapytałem.
Uśmiechneła się i usiadła obok mnie. Położyła moją rękę na brzuchu.
-Jesteś bardzo ciepły.
-Taki już mój wilczy urok
Nagle po czułem jak kopie
-Lubi cie-powiedziała
-Skąd wiesz?
-Po prostu wiem. Czuje to.
-Po mogę ci.-odparłem.
-Dlaczego?
-Bo tak.
-To nie odpowiedź.
-To mój obowiązek.
-Nie. Nie chce by ktokolwiek mnie niańczył.
-To będzie przyjemność dla mnie
-Dlaczego akurat mi?
-Kogoś mi przypominasz.-odparłem zaskoczony że powiedziałem to na głos.
-Kogo?
-Moją byłą.
-Jak ma na imię?
-Miała na imię Diana.
-Miała?
-Umarła
-Jak?
-Przeze mnie . Spowodował em wypadek. To ją powinienem wtedy zginąć
-Nie mów tak
-Ale to prawda
-Nie. Tak miało być.. Nic się z tym nie zrobi.
-Jesteś pierwszą osobą z którą o tym otwarcie rozmawiam-odparłem.
-Będzie dobrze-powiedziała i przytuliła mnie
Po chwili odsuneliśmy się od siebie
-Em.. Przyniose coś dla dziecka dziś.
-Co?
-Krew. Będziesz piłą po torebce dziennie
-Nie chce
-Zrób to dla dziecka.
Westchnęła
-Muszę już iść ale nie martw się. Jesteś cały czas pod opieką-przytuliłem ją i wszedłem
Musiałem pojechać do Tonego. Może i jesteśmy wrogami ale mamy wspólny cel. A mianowicie ochronę Beth. Nic mu nie powiem o ciąży.  Wiem że chce ona by to była tajemnicą. Ale musiałem z nim o czymś porozmawiać a potem obrabować szpital z krwi.

środa, 28 października 2015

Od Bethany

-Ktoś do ciebie. - usłyszałam na korytarzu głos Dominiki. 
-Kto taki? - zeszłam na dół i zobaczyłam Damona. - Co tu robisz? 
-Mam go wyrzucić? - spytała Doma. 
  Damon zaśmiał się kpiąco i odsunął Dominikę na bok. 
-Przyszedłem do niej. - wskazał na mnie palcem. - Mogę pogadać z nią w 4 oczy?
-Jasne. - mruknęła i poszła na górę. 
-Przyszedłem sprawdzić jak się trzymasz. 
-Od kiedy się tak mną interesujesz? 
-Od kiedy nosisz moje dziecko. 
-Twoje?
-Przecież to ja cie zgwałciłem. - roześmiał się. - Nie pamiętasz? 
  Milczałam.
-To nie twoje dziecko. - skłamałam. 
-Kłamać nie umiesz. 
-Czemu zależy ci na tym, żeby to było twoje dziecko?
-Bo Inferno chce mieć to dziecko, a ja lubię się licytować. 
-Moje dziecko nie będzie kartą przetargową. 
-Nie udawaj mamusi, nie zależy ci też na tym dziecku. 
-Nie zależy, ale to dziecko.
-Och daj spokój Beth! Masz w dupie to co się z nim stanie! 
-Nie mam. 
-Masz. 
-Koniec tego. Wyjdź stąd! 
-Nie podnoś na mnie głosu słonko. - wziął moją twarz w jego dłonie bym nie mogła się wyswobodzić. 
-Wyjdź!!! - krzyknęłam. 
  Na dole zjawiła się Dominika a przez drzwi wszedł Tony i Kuba. 
-Coś nie tak? - spytał Tony. - Damon, dość tego. 
-Rozmawiamy tylko. 
-Wynocha. - powiedział Tony i wywalił Damona. 
-Kto to był? - spytał Kuba.
-Mój brat. - odparł. 
-Masz brata?!
-Nie wiesz o mnie nic. - odpowiedział wymijająco i wyszedł. 
-Co się dzieje? - spytała Dominika. 
-Nic. Małe spięcie. - mruknęłam. 
-Idź do domu. - nakazał Kuba.
-Ale...
-Już.
-Przepraszam Cię Beth...
-Do zobaczenia. - przytuliłam ją i ona odeszła. 
-O co chodzi?
-O nic. 
-Jasne jasne kłamczuchu. 
  Zrobiłam krzywą minę patrząc, jak ogląda moje mieszkanie. 
-Widziałem tą krzywą minę! - zawołał. - Masz kota? 
-Jaką krzywą minę... - udałam że nic nie zrobiłam. - Kitler. 
-Miłośniczka Hitlera? 
-Nie zupełnie. - zaśmiałam się. 
-Jutro zakończenie roku. Idziesz? 
-Tak. Tylko po zaświadczenia i koniec nauki. 
-Zawiozę cię.
-Nie trzeba...
-Ależ trzeba trzeba. - mrugnął do mnie. - Jutro o 8.30. 
-Jasne, będę gotowa na sto procent. 
-Mam nadzieję. - uśmiechnął się.

  Po tym zakończeniu gdy szłam w stronę samochodu Kuby dopadł mnie Damon. Nadal męczył o tą sprawę z dzieckiem.
-Ta sprawa ma być nie rozgłoszona. Jasne? Nikt ma o tym nie wiedzieć. 
-Milczenie jest złotem. Co za to będę miał? - objął mnie ramieniem a ja zdjęłam jego rękę. 
  Uśmiechnęłam się.
-Gówno. 
-Grzeczniej... - syknął. 
-Bo co? - zaśmiałam się.
  Za mną zjawili się Kuba i Tony wraz z Niną, Eleną i Dominiką.
-Tony. Mamy do pogadania. - zarządził Damon i wziął go na bok. - Pokażę wam jaki potrafi być Damon. - zaśmiał się i odszedł.
-Mamy się czego bać. - zaśmiała się Dominika. 
-No, mamy. - potwierdził Tony.
-Co? - zdziwiła się Doma.
-Wracaj do domu. - nakazał Kuba. 
  Dominika odeszła. 
-Co takiego Damon może nam zrobić?
-Wybić pół miasta. Muszę go jakoś powstrzymać, zostawcie to mnie. - mruknął Tony i odszedł. 

  Wieczorem Dominika gdy wychodziła ode mnie nie pozwalała mi wyjść z domu. Zła wybiegłam na samej koszulce na ramiączka i krótkich spodenkach. Padał deszcz, było bardzo rześko. 
  Takiego orzeźwienia mi trzeba było. Poczułam delikatne kopnięcie w brzuch, potem pisk opon. Spojrzałam w bok. 
-Oszalałaś!? - usłyszałam głos Kuby.
-Jak zawsze w dobrym momencie. - zaśmiałam się.
-Wchodź do domu. - wysiadł i pogonił mnie na górę. 

Od Jakuba

Przekroczyłem wielką kamienną bramę. Szedłem miedzy wielkimi czy małymi nagrobkami. Wszystkie były podobne.. łączył ich ból. Za każdą pochowaną w nich osobą "stały" inne osoby które zostały pogrążone w żałobie, smutku i bólu po utracie. Niosłem w ręce jedną róże... była to róża koloru białego. Zawsze co roku w dniu.. kiedy stało sie to co sie stać nie powinno byłem tu z jedną, biała różą. 
Skręciłem w piatom alejkę po prawo. Dotarłem na sam koniec tuż pod wielką płaczącą wierzbą. Pasowała ona tu idealnie. Moje oczy pooli zaczęły topic siew łzach. Położyłem róże na marmurowej, białej płycie i usiadłem. 
-Tak mi przykro..-wyszeptałem a wiatr zawył głucho-Wybacz mi Diano.-powiedziałem raz jeszcze-To moja wina.. to nigdy nie powinno sie wydarzyć .Gdybym wtedy pomyślał. Ale nie.. wolałem sie popisać przed tobą.. i to doprowadziło do tego ze już więcej nie ujrzę twojej roześmianej twarzy.. nie przytulę Cię.. 
Wyjąłem z kieszeni paczkę fajek i odpaliłem jedną. 
-Pamiętam jak bardzo lubiłaś zapach tytoniu..
Zaciągnąłem się zamykając oczy a jedna łza wymknęła sie z mojego oka kreśląc po policzku mokre ślady.
-To ja powinienem wtedy zginąć nie ty. 
Powspominałem chwile spędzone z moją.. zmarłą dziewczyną po czym odszedłem. Nie mogłem tu przychodzić. Rodzina Diany wyraziła sie jasno. Jednak.. nie mogłem.. nie mogłem tu nie przychodzić. 
Wyszedłem z cmentarza i podążyłem w stronę miasta.
Zaczął padać deszcz i sie ściemniło. Usiadłem na schodach kawiarni która była zamknięta. 


Zawsze w ten dzień.. byłem sam. Pogrążony wspomnieniami i bólem który był silniejszy niż na co dzień. 
Zamyślony nawet nie zauważyłem kiedy Kora podeszła do mnie. 
-Wstawaj. To że mamy lepszą odporność nie znaczy że możesz przemoknąć całkowicie. 
-Zostaw mnie.
-Nie. Jesteś moim betom. Moim zadaniem jest o ciebie dbać. 
-Nie chce wracać do domu.
-Nie musisz. Jako członek mojego stada możesz zamieszkać w naszym wspólnym domu. Każdy wilkołak znajdzie tam schronienie. To taka nasza gospoda. 
-A Beth?
-Dziś pilnują jej wampiry.
-Myślałem że jesteśmy wrogami..
-To sie nie zmieniło.. ale wiesz.. nawet najwięksi wrogowie potrafią połączyć siły jeśli mają wspólnego wroga. Wygnamy demony i znów będzie po staremu.
-Eh.. przez to straciłem przyjaciela.
-I zyskałeś nowych. Poznasz dziś cała watache. Będzie fajnie. Nie smuć się. Zostaw to co było za sobą. 
-Tak sienie da.
-Chociaż sie postaraj. 
Namówiony przez Korę wstałem. Wsiedliśmy do jej samochodu i pojechaliśmy do "wilczej gospody".. 

Od Bethany

  Nie mogłam spać. Leżałam w łóżku nieświadomie gładząc się po lekko wydętym już brzuchu. Nie chcę tego dziecka. Ale instynkt macierzyński daje o sobie znać. Miałam dwupiętrowe mieszkanie, a byłam w nim sama. Po tych wszystkich przeżyciach czułam się zagrożona.
  Wiem już że są wampiry, wilkołaki i czarownice, których co prawda (podobno) już mnie ma na świecie, lub istnieją, ale jest ich bardzo mało. No i wampiry nie lubią się z wilkołakami i czarownicami. Wilkołaki raczej się nie udzielają w walkach między wampirami a kimś tam, ale myślę, że Inferno sporo tutaj pozmienia w mieście i za szybko się nie wyniosą. Skoro są z piekła na pewno nie są sami. Tylko tak gadają, żeby nas zwieść.
  Byłam potwornie głodna. Czekałam tylko aż nastanie ranek. Nie wytrzymywałam z tym narastającym głodem. Nie wiem nawet czemu Inferno przyczepili się do mojej ciąży. Chcą to dziecko? Proszę bardzo, oddam im je jak tylko ze mnie wylezie to małe coś.
  Doczekałam się ranka. Wreszcie.
  Wyszłam do sklepu kupić coś do jedzenia, bo lodówkę opróżniałam zbyt szybko by starczyło mi na dłużej. Pracowałam nawet za dużą sumę u mojego ojca w kancelarii. Zbierałam informacje na temat jakiś ludzi, przestępców, klientów... Według mojego taty miałam do tego niezły talent, bo wyciągałam informacje dosyć szybko.
  Na ulicy spotkałam Dominikę i Ninę. Ta druga była jakaś dziwna. Spojrzała się na mnie i poszła dalej. Byłam zaskoczona.
-Jest na mnie zła? - spytałam Dominikę.
-Co mnie to obchodzi.
-Jesteś na mnie zła!? - zaskoczona spojrzałam się jej w oczy. - Za co?!
-Bo mnie zostawiłaś tam! A ja wszędzie cię szukałam! Wiesz,że nie możesz mnie tak straszyć jak jesteś w takim stanie?!
-Wiem, przepraszam. Miałam bardzo dziwny wieczór.
-Kuba mówił mi, że źle się poczułaś...
-Em... tak! Właśnie,właśnie... źle się czułam i poszłam... poszłam... do domu... jestem w ogóle zmęczona po wczorajszym.
-Nie możesz się przemęczać.
-Wiem. Powinnam siedzieć w domu.
-Nie o to mi chodzi...
-Ale mi o to chodzi. Nie chcę nigdzie już wychodzić. Chcę być sama na jakiś czas... dobrze to zrobi wszystkim, hm? Ale jestem pod telefonem. I zawsze możesz mnie odwiedzić jakby coś...
-No dobrze. Papa. - przytuliła mnie i odeszła a ja wróciłam zmęczona do domu.

(Krótkie, bo na telefonie XD)

Od Kuby

Beth weszła do domu a ja siedziałem dalej w samochodzie. Czego tamci chcą od niej? Może pachnie ona trochę inaczej niż człowiek.. ale nim jest!
Drzwi od mojego samochodu sie otworzyły. Wsiadła Kora.
-I jak?-zapytałem.
-Kiepsko. Inferno nie odpuszczą. Muszę sie dowiedzieć czemu im zależy tak na tej twojej koleżance.
-Ma na imię Bethany.
-Ok. Dobra jedź do domu a ja przypilnuje jej tej nocy.
-Ja to zrobię.
-Nie sprzeciwiaj się moim rozkazom. Przypominam Ci że jestem twoją Alfom.
-Ale to jest moja koleżanka a nie twoja.
-Wracaj lepiej do domu.
-A nie mogę zostać z tobą.
-Nie. Dopiero co niedawno sie przemieniłeś.. Jesteś betom a ja alfom. Jestem silniejsza.
-Zakład że nie?-zapytałem z uśmiechem.
-Nie teraz czas na takie zabawy. Musimy przeprowadzić tu porządki. Inferno nie może robić tego co chce.
-Wiem.
Kora wysiadła a ja pojechałem w stronę domu. Nagle coś do mnie dotarło. Beth nie była sama w klubie! Tam była też moja siostra!
Zawróciłem z piskiem. Jak coś jej sie stanie.. nie daruję sobie tego..
Podjechałem pod klub. Na szczęście stała przed nim cała i na pierwszy rzut oka zdrowa.
Zobaczyła mnie i wsiadła.
-Nie wierze że dziewczyny mnie zostawiły!
-Beth.. em źle sie poczuła i zadzwoniła do mnie bym przyjechał po ciebie bo ona cie znaleźć nie może a wraca do domu z Niną.
-I tak jestem zła.
-Nic ci nie jest?
-A co mi ma być?
-A tak tylko pytam..
-Jesteś jakiś dziwny. I wyłącz to ogrzewanie bo strasznie tu gorąco.
Spojrzałem na nią. Nie miałem włączonego ogrzewania. To ode mnie biło takie ciepło.. Normalnie wilkołaki są ciepłymi istotami lecz w czasie pełni i przez parę dni przed nią i po niej oraz jak wpływają na nie silne emocje.. wtedy bije od nas mocniej ciepłem.
Zawiozłem Dominikę do domu. Wszedłem do środka wraz z nią.
-Gdzie byliście?-zapytała mama.
-Wracamy z klubu. Nie bądź zła.
-Kuba czemu jesteś taki rozpalony? Piłeś?! I kierowałeś?!-oburzył sie ojciec.
-Nie piłem..
-Piłeś! Więcej żadna z dziewczyn ani Dominika ani Majka nie wsiądą do twojego samochodu. Zawiodłeś nas po raz kolejny!
-Mamo, tato nie piłem.



-On nie pił.. to ja byłam w klubie.. z dziewczynami. On po mnie tylko przyjechał.-stanęła po mojej stronie Dominika.
Ojciec nic nie powiedział tylko wszedł do salonu a matka wygoniła Dominikę do pokoju po czym poszła do taty. Nie usłyszałem żadnego "przepraszam" za niesłuszne oskarżenia.
Wyszedłem z domu trzaskając drzwiami. Już miałem wsiąść do samochodu i odjechać kiedy stwierdziłem ze sie przebiegnę.
Pobiegłem pod dom Beth. Schowałem się za jakimś samochodem.



Uśmiechnąłem sie kiedy zobaczyłem na dachu przy oknie do pokoju Beth ciemna postać. Dzięki dobremu wzrokowi i węchowi wiedziałem że to Kora. Po chwili zeskoczyła i ukryła sie na drzewie.
Usłyszałem ciche.
-Wiem ze tu jesteś Kuba. Nie podoba mi sie to ze mnie nie posłuchałeś jednak podziwiam twoją wytrwałość i opiekuńczość. Możesz zostać tylko schowaj sie gdzieś indziej niz za samochodem.
Uśmiechnąłem się.
-Dzięki, Kora.
Schowałem się na skraju lasu za domem Beth. Mimo ścian wyczuwałem jej obecność w domu. Pewnie spała. Nic innego złego nie wyczuwałem. Miałem nadzieje że ta noc będzie spokojna choc miałem ochotę na jakąś akcję.. jednak nie kosztem kogoś niewinnego.

wtorek, 27 października 2015

Od Bethany

  Tego wieczoru do miasta wyciągnęła mnie Dominika wraz z Eleną i Niną. Poszłyśmy do najbardziej znanego klubu w mieście. Siedziałam przy barze, gdy nagle dostałam kopniaka w brzuch. Ale to nie takiego zwykłego. Zdziwiona obejrzałam się w okół i nie zobaczyłam nikogo. Zdałam sobie sprawę, że właśnie kopnęło mnie moje dziecko, a mój brzuch znacznie się powiększył. Nagle wszystko stawało się kolorowe, wszystko się wyostrzyło. Poczułam napływ głodu, ale nie takiego zwykłego. To było dziwne pragnienie nie znane mi dotąd.
  Coś mną kierowało. Najpierw słyszałam płacz własnego dziecka, jakbym trzymała je na rękach i ono momentalnie się rozbeczało. Wstałam i ruszyłam przed siebie. Zatrzymała mnie Dominika z Niną, patrzyły na mnie dziwnie.
-Co masz z oczami? - spytała Dominika, ale Nina jakby wiedziała co się ze mną dzieje.
-Chodźmy od niej. - spoważniała i wyprostowała się.
-Ale... Ona ma zielone oczy! Coś jej jest! To nie normalne!
-Lumos. - wypowiedziała jakieś dziwne słowa Nina.
  Dominika podążyła w przeciwną stronę a ja uśmiechnęłam się i spojrzałam na dziwnie pachnącą młodą dziewczynę. Też się na mnie patrzyła.
-Cześć. - usiadłam obok niej.
-Heeej... Ładna jesteś.
-Wolisz dziewczyny? - spytałam.
-Jestem biseksualna. Ale wiesz... - zmierzyła mnie.
-To chodź. - pociągnęłam ją w stronę łazienki.
  Pocałowała mnie. Była nieźle napalona. Jednak ja tylko chciałam... nawet nie wiem co chciałam. Zdjęłam jej skórzaną kurtkę i w tym momencie ona pchnęła mnie na ścianę. Z jednej kabiny wyszedł mężczyzna. Miał złote oczy. Zbliżył się do mnie, przytrzymał, a dziewczyna mnie ugryzła w szyję. Piła ze mnie krew jak jakaś pijawka. Ale po chwili przestała - wypluła krew.
-Cierpka krew! Jest w ciąży z wampirem!
-To wyjaśnia jej kolor oczu. Dziecko domaga się krwi.
-Trzeba je zabić.
  Ja już wiedziałam czego chcę. Pragnęłam krwi.
-Zwijamy ją. - zażądał napakowany chłopak.
  Dotknął mnie. Był rozpalony, a dziewczyna lodowata.
  Wybiegłam z klubu, znalazłam się na ulicy. Pobiegłam w stronę domu, ale na drodze stanęła mi ta dziewczyna. Pobiegłam w drugą stronę gdzie była szkoła. Tam mogłam się skryć. Spotkałam na swojej drodze chłopaka. Wyglądał jak jeden z kumpli Tony'ego.
-Coś nie tak... em... Beth?!
-Pomóż mi...
-Co się dzieje?
-Powiedz Tony'emu... że gonią mnie... dziwni ludzie...
-Wiem o co chodzi.
  Jego oczy były całe czarne. Za nim zobaczyłam tamtego chłopaka. Uciekłam, a chłopak przeskoczył nad Jacksonem (jeden z kumpli Tony'ego).
   Przede mną stał Kuba. Zaskoczona próbowałam go pociągnąć do ucieczki. Ale był jakiś inny.
-Uciekaj. Co ty robisz kretynie!?
-Robię porządki. - odparł i poszedł przed siebie.
-Nowy? - zaśmiał się tamten chłopak.
-Wilczku, nie wiesz chyba kim jesteśmy. I kim jest twoja koleżanka.
-Wyjaśnijcie mi więc. - wzruszył ramionami Kuba.
-Po pierwsze, my jesteśmy grupą która nazywa się Inferno. Jesteśmy pomiędzy piekłem a niebem, coś jak demony zaklęte w ludzkiej postaci na dodatek w przeklętych istotach. Działamy we dwójkę. Ja jestem ta dobra a on... ten zły. Jak jing i jang. A po drugie, twoja koleżanka...
-Co tu się wyprawia? - zjawił się Tony.
-Co ty tu robisz? - spytał Kuba.
  Zignorował go i patrzył na dwójkę demonów.
-Proszę proszę. Sam Tony nas odwiedził. Gdzie braciszek? - zaśmiała się dziewczyna.
-Aailya, Quintin... błagam was. Wy tutaj? - zjawiła się jakaś dziewczyna.
-Robi się ciekawie. - westchnął Kuba.
-Kto to? - spytałam go.
-Moja znajoma.
-Właśnie, kim ty jesteś? - spytała Aailya.
-To alfa. - powiedział Quintin gotów do ataku.
-Robimy porządki? - spytał Kuba.
-Nie. Nie róbmy bałaganu. - odparł Tony.
-A wy od kiedy tacy zgodni? - spytała Aailya
-Bronimy swojego. - westchnęła koleżanka Kuby.
-Może do później. - wzruszyła ramionami Aailya a oni we dwójkę zniknęli.
-Tchórze. - mruknął Tony.
-O co chodzi? Czemu się do mnie nie odzywasz? - zapytał Kuba.
-Bo jesteśmy wrogami, rozumiesz? I nie próbuj ze mną rozmawiać. Nie możemy. Takie są zasady. Ja tylko bronię Beth. - i zniknął.
-Musisz o tym zapomnieć. - powiedziała koleżanka Kuby.
-Kora, jak to? Można tak? - spytał Kuba.
-Można,można. Chyba, że nie wyrazi na to zgody...
-Nie wyrażam. - uprzedziłam ją.
-Odwieź ją do domu. Jutro coś wymyślę.
  Kuba zrobił tak jak miał zrobić.
-Kim oni byli? Znałaś ich wcześniej?
-Nie, ale chcę się napić krwi od jakiegoś czasu. Czyli, istnieją wampiry, wilkołaki, demony...
-Czarownice istniały, ale już jest ich mało. - dokończył.
-Aha.
-Tylko aha? Nie jesteś w szoku?
-Nie.
-Dziwne.
-Czemu chcesz pić krew? Jesteś wampirem!?
-Nie. - zaśmiałam się. - Ale mam ochotę.
-Ktoś musiał cię ugryźć...
-To już wcześniej się działo. Pili ze mnie krew, ale była gorzka.
-Czemu?
-Nie pasuje im widocznie. - uśmiechnęłam się szeroko. - Idziesz do domu czy tu nocujesz? - zaśmiałam się i spojrzałam mu w oczy.
-No... w zasadzie... - zmierzył mnie a ja ponownie się zaśmiałam.
-Nie tym razem. - mrugnęłam do niego.
  Był gorący, jak Quintin. Jednak nie zastanawiałam się nad tym. Olałam ten fakt. Przez ciążę byłam bardzo spokojna, olewałam wiele rzeczy... Dobrze było tak jak jest teraz.

poniedziałek, 26 października 2015

Od Jakuba

Wracałem samochodem z Dominiką którą cały czas sie na mnie patrzyła.
-Co?-zapytałem patrząc sie cały czas przed siebie.
-Podoba Ci się Bath?
-Cooo?!-byłem zaskoczony.
-Flirtowaliście.
-Nie?
-Tak! Super!
-Dominika..
-Jejku.. od tamtego zdarzenia minęło prawie 3 lata! Wreszcie czas zacząć na nowo!
-Jeszcze jedno słowo w tym temacie a Cie wysadzę i wrócić na pieszo.-powiedziałem stanowczo.
-Ok..-powiedziała z dziwnym uśmiechem i już więcej nie mówiła nic.
Zaparkowałem na podjeździe i wysiedliśmy.
-Idź sie uczyć.-powiedziałem.
-Gdzie są rodzice?
-Pojechali z Majką do dziadków. Zapomnieli Ci powiedzieć. Nie bedzie ich do poniedziałku.
-To super! Impreza?
-Mówiłem Ci już coś o tym.
-Chociaż pera osób?
-Możesz zaprosić dziewczyny.
-Super!
Przytuliła mnie i wbiegła po schodach na górę.
Byłem zmęczony. Wziąłem szybki prysznic i położyłem się spać.




Jak zwykle (a przynajmniej od niedawna) miałem dziwny sen.
Śniła mi sie tamta dziewczyna. Biegłem wraz z nią przez las. była noc.. a drogę oświetlał nam księżyc. Wszystko było takie realne.

Obudziłem się. Dochodziła 3 w nocy. Usłyszałem jak soc uderza o szybę.
Wstałem i wyjrzałem przez okno. Na dole zobaczyłem tą dziewczynę. Otworzyłem okno.
-Co ty tu robisz? Skąd wiesz gdzie mieszkam? Śledziłaś mnie?
-Jestem a przynajmniej będę twoją alfą. Takie rzeczy normalne że wiem.
-Czego chcesz?
-Już czas. Nie czujesz wpływu księżyca?
Spojrzałem na księżyc. Była pełnia. Tak jak w śnie..
Zawyła.. to było dziwne. Nagle.. coś mi nakazało(?) zejść do Kory. Wyskoczyłem z okna i ku mojemu zaskoczeniu wylądowałem delikatnie, z gracją na ziemi.
-Masz śliczne wilcze oczęta.-powiedziała.
-Co?
Normalnie masz ciemno brązowe.. teraz robią ci się rozświetlone, piwnomiodowe.
Zamrugałem.



Nie wiem czemu ale ufałem jej. Już nie obawiałem sie że jest jakąś wariatką.
-Biegnij!-powiedziała a raczej wyszeptała.
Moje nogi tak jakby nagle zaczęły żyć własnym życiem.. zacząłem biec prosto do lasu a ona za mną..
Biegliśmy bardzo szybko i zwinnie. Bezszelestnie pokonywaliśmy spore odległości.



Księżyc oświetlał nam drogę .Dokładnie jak w moim śnie!
-Zmień się!
-Ale jak?-zapytałem.
-Pozwól swojemu wewnętrznemu wilkowi się uwolnić!
Zamknąłem oczy nadal biegnąc.. intuicyjnie omijałem przeszkody. Nagle otworzyłem oczy i skoczyłem. W czasie lotu znowu je zamknąłem a wtedy stało się coś nienaturalnego!
Poczułem jak energia sie ze mnie uwalnia.. jakbym był wolny.. Wylądowałem na ziemi.. i wylądowałem na czterech łapach. Zatrzymałem się nie dowierzając.
Kora w postaci wilka stanęła obok mnie.
Byłem nawet sporym czarnym wilkiem o piwnych oczach. Ona natomiast była biała.
-Jesteś piękny..-powiedziała.-I bardzo zdolny. Pierwszy raz byłam świadkiem tak łatwej i cudownej pierwszej przemiany. Jesteś silny. Zrobiłeś to tak jakbyś robił to od urodzenia tak jak ja. 
-To niewiarygodne! Jak to możliwe? Przecież w normalnym życiu nic takiego sienie dzieje!
-Mało wiesz o tym co sie dzieje na tym świecie. Wilkołaki to nie wszystko. Wszystkie nocne istoty o których słyszałeś w dzieciństwie.. one istnieją. A przynajmniej większość. 
-Wampiry?
-Tak. Nawet przebywasz często w ich otoczeniu.
-Co?
-W grupie twoich znajomych jest kilku. Wcześniej tego nie widziałeś.. teraz będziesz ich wyczuwać nawet z odległości. Uważaj. Wilkołaki i wampiry nie są przyjaciółmi. 
-Nie mogę w to wszystko uwierzyć!-byłem przejęty. 
Kora odchyliła łeb do tyłu i zawyła niesamowicie pięknym głosem..




-Czas na polowanie.. Twoje pierwsze prawdziwe polowanie. 
Byłem tym wszystkim bardzo przejęty..
Nagle w głowie pojawiła mi sie dziwna myśl. Pomyślałem o Beth.. Ale dlaczego?

Od Bethany

-Wyglądasz jak stara panna z dzieckiem. 
-Nie mam dziecka. - zaśmiałam się do Dominiki. 
-Byłaś taką laską! Teraz coś się zmieniło... poznałaś kogoś...? - zmrużyła oczy. 
  Przewróciłam oczami i westchnęłam. 
-No mów. Masz kogoś? 
  Przekrzywiłam głowę a ona spojrzała się na mnie badawczo.
-Dobra, dobra. Może poszalejemy? - podbiegłam do telewizora i włączyła głośno muzykę.
-Sąsiedzi znów się do mnie przyczepią! - przekrzyczałam muzykę. 
-To ja do nich też się przyczepię! 
-Doma! Mówię poważnie... - wyciszyłam muzykę.
  Ona wybiegła na balkon i wyjrzała na ulicę. 
-IMPREZA!!! WOOOOHOOOO!!! SĄSIEDZI NAM NIE STRASZNI! MOCNI I MŁODZI! WOOOOO!!! 
  Wyciągnęłam ją z balkonu.
-Oszalałaś!? - pisnęłam. 
-Rozpuść włosy, pomaluj usta tą pomadką i szaleeeeej! 
-Dominika! Przestań w końcu! 
-Dlaczego? - przestała skakać w okół mnie. 
-Przysięgnij, że nikomu, ale to nikomu nie piśniesz słowa. 
-Przysięgam, będę milczeć jak kwiatki na grobie. 
-Kwiatki? Na grobie? - uniosłam brwi. 
-Tak. Nie będę siebie porównywać do grobu... odrażające. 
  Zaśmiała się ale ja byłam poważna. 
-Co się stało?
-Jestem w ciąży... 
-Co?! - opluła się kawałkiem jabłka które przeżuwała. - Z kim?!
-Nie pamiętam. Zgwałcił mnie na imprezie...
-ZNAJDĘ GO I ZABIJE! Jak tu stoję tak przyrzekam, że go zadźgam nożem! 
-Ale nikomu nie piśniesz słowa. Nawet Ninie i Elenie. NIKOMU. 
-Dobra. Ale będę ci pomagać. Codzienna wizyta. I musisz zacząć wychodzić. Od jutra! Dziś - ostatni dzień odpoczynku dla ciężarnej! 
  Uśmiechnęłam się słabo.
-Ej... to dobrze. Dzieci są super...
-Nie chciałam mieć dzieci. Nigdy wcześniej o nich nie myślałam. Nie chcę ich mieć, Dominika. 
-Pokochasz to dziecko zanim się obejrzysz. 
-Nie. - pokręciłam głową. - Coś jest ze mną nie tak od jakiegoś czasu.
-To znaczy? 
-No... wiesz... jestem głodna. Nic innego nie zaspokaja mojego głodu. Ile bym nie zjadła... nadal chcę jeść i czuję jak głoduje, że to nie to. 
-To co masz niby jeść? 
-Nie wiem... - wzruszyłam ramionami.
  Usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je.
-Hej, wpadłem po siostrę. - zobaczyłam przed sobą Jakuba. 
-Och... No jasne. Jest tu. Chcesz wejść czy wolisz kwitnąć przed moimi drzwiami? - spytałam.
-Skoro nalegasz. - wzruszył ramionami i wszedł ze złośliwym uśmieszkiem. 
-Ktoś nam się tu rozpaskudził. Może jednak powinieneś ściągnąć łańcuch?
-Jak zrobisz to ty, to ja od razu po tobie. No, pomyślę. 
-Nie pyskuj. Bo się pogniewamy. - pogroziłam palcem. 
-A ty się starzejesz! Nie mogę zadawać się ze starcem.
-Ach! Czyli nie tolerujesz swoich dziadków, pradziadków a również rodziców? Oni też są starsi. 
-Ty to co innego paskudo. - mrugnął. 
-Dzięki za miłe słowa! Zapamiętam je na przyszłość Bestio. 
-Nawiązanie do pięknej i Bestii? Może to ja będę piękną?
-Skoro tak bardzo pragniesz być kobietą... - wzruszyłam ramionami. - To w porząsiu Bello.
-Bello?
-Tak miała na imię księżniczka z pięknej i Bestii. - zaznaczyłam. - Nie oglądałeś? Pff...
-Nie pamiętam takich rzeczy. Nie oglądam bajek.
-Ja ostatnio wręcz przeciwnie. 
-Taka wredna, a ogląda bajeczki... ktoś tu zdziecinniał.
-Żebym zaraz ciebie nie zdziecinniała! - zaśmiałam się i pchnęłam go lekko na ścianę.
  Ani drgnął.
-Przypakowałeś? Albo zamieniasz się w słup który został obsrany przez ptaki. 
-Zależy jakie ptaki. - mrugnął po raz kolejny.
-Latające penisy... hmm... dobry pomysł, następnym razem rzucę śmiesznym tekstem o latających penisach na słupach. 
-Gołąbeczki! Sorry że przerwę, ale muszę wracać do domu. Jutro sprawdzian... ach... ty nie chodzisz do szkoły. - mruknęła.
-Czemu? - spytał Kuba. 
-Bo nie mam ochoty, można powiedzieć, że zrezygnowałam tymczasowo ze szkoły. 
-Powodów brak?
-Mało ważne. Dosłownie.
-Idziemy? - spytała Dominika. 
-Tak. To na razie bestio.
-Pa latający penisie. - uśmiechnęłam się i pożegnałam się z nimi.
  Mogłam się od razu wyrzygać na spokojnie, pooglądać bajki, zjeść wiele żarcia które i tak mnie nie zaspokaja do końca z niewiadomych przyczyn... no i ponarzekać na swojego kota. 

sobota, 24 października 2015

Od Jakuba

Ostatnio działy się że mną różne dziwne rzeczy. Tak jakbym przypakował.. I był na sterydach. Coś było nie tak. Wieczorem wszedłem ma spacer z Preclem. Pies biegał szczęśliwy. Ja także zabrałem ochoty wyszaleć się. Poczuć się wolnym. Nagle Precel się zatrzymał po czym uciekł z piskiem w stronę domu.
-Co jest?
Nagle zza drzewa wyłoniła się dziewczyna.
-Co tu robisz?-zapytałem.
-Długo miałam jeszcze czekać?
-Nie rozumiem... Kim ty jesteś?
-Eh.. To ja napadła na ciebie w parku. W noc, parę dni przed pełnią i miałam jeszcze okresy. Powinieneś zrozumieć.
Mam do czynienia z chorą psychicznie?! Z którego ona szpitala uciekła? Powiadomić kogoś czy uciekać?
-No i dalej nie rozumiesz. To ja cię ugryzłam. Potem zaraz oczywiście tego pożałowałam oczywiście. Pewnie się w twoim życiu wiele dziwnych rzeczy dzieje od tego czasu. Przepraszam. Wstajesz się po prostu taki jak ja.
-Emmm...
Zrobiłem parę kroków w tył. A dziewczyna-wariatka przewróciła oczami i nagle skoczyła na mnie!
Upadłem na ziemie a na mnie zamiast dziewczyny wylądował pies. A raczej wilk.
Krzyknąłem przerażony i odepchnąłem go a raczej ją(?)
"-Teraz rozumiesz?"-usłyszałem w głowie.
-Co się dzieje?-wstałem przerażony.
"-Jestem wilkołakiem a ty stajesz się taki jak ja. Dlatego słyszysz to co do ciebie mówię, lepiej widzisz po ciemku, masz lepszy węch i słuch. Jesteś o wiele szybszy i silniejszy. To dar jak i przekleństwo."
-To jakiś żart... Ja śpię! Musze się obudzić...-powiedziałem kręcąc głową.
"-Moje ugryzienie było bolesne? Miałeś w nocy gorączkę? Następnego dnia jednak nie było nawet śladu po ugryzieniu? Tak jak myślałam.. Przemiana postępuje prawidłowo."
-Kim ty w ogóle jesteś?!
Przemieniła, zmieniała się czy jak to nazwać, z powrotem w człowieka(?).
-Nazywam się Kora Night. Moim ojcem jest tutejszy alfa a ja jako jego pierworodna stanę się alfą bo jego śmierci.. Dlatego moje ugryzienie spowodowane pełną Cię przemieniło. Normalne omegi bądź bety nie mogą zmieniać ludzi w takim jak my. Witaj w rodzinie.
-Jesteś nienormalna!
-Na razie jesteś w szoku jednak w ciągu najbliższych dni zrozumiesz wszystko. I jeszcze jedno. Nikomu nie wolno Ci o tym mówić. To tajemnica.-powiedziała i znikła.
Nie miałem dużo czasu na przemyślenie tego wszystkiego bo akurat po chwili zadzwoniła do mnie Dominika bym przyjechał po nią do Beth..

Od Bethany

  Nie pojawiałam się w szkole w ogóle. Bałam się wychodzić z domu, ale udawałam twardą, i że wcale nie chce mi się iść do szkoły - to moja wymówka. Kilka dni już nie było mnie w szkole, a ze mną działy się dziwne rzeczy. Zaczęłam wymiotować, moje oczy stawały się z dnia na dzień czarne jak jakaś wielka dziura bez dna. Bałam się, ale nie pójdę z tym do lekarza. To pewnie normalne.
  Miałam humorki a żeby się na czymś wyładować kupiłam sobie kota, na którego krzyczałam na okrągło. Nazwałam go Kitler. Był wielki, gruby i miał we mnie wywalone.
  Siedziałam w domu zajadając czekolady, ciasta, chińskie i indyjskie żarcie które zamawiałam. Nudziłam się w domu, przeleżałam cały dzień albo oglądałam powtórki Top Model albo Master Chef. Najgorsze dni mojego życia.
  Usłyszałam miauczenie swojego kota. Wstałam i spojrzałam na czarną kulkę która wlepiała we mnie swoje żółte oczyska siedząc na blacie w kuchni.
-No co!? Wiesz, ile kosztowało mnie wstanie i przyjście tutaj?!
  Miałknął, patrząc na miskę.
-Och... no dobrze. Przepraszam. - nałożyłam mu jedzenie z puszki a on przeciągnął się i poszedł łaskawie w stronę jedzenia.
  Gadam do kota. Super! Niewiele mi brakuje, żeby mnie zamknęli w jakimś wariatkowie.
  Znowu zachciało mi się wymiotować. Pobiegłam do łazienki i usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam szczoteczkę do zębów by je umyć i pobiegłam otworzyć drzwi. Stała w nich Elena, Nina i Dominika.
-A ty co? - spytała Nina.  - o trzynastej zęby myjesz?
-Dopiero wstałam.
-Chora jesteś?
-Eee.. Tak! Rzygam cały cas...
-Nie fajnie... - mruknęła Elena.
-Może posiedzimy z tobą tutaj? - spytała zmartwiona Dominika. - Poczekaj, może zadzwonić po lekarza? O boże, co masz z oczami!? Nosisz soczewki?!
-Doma, powoli, nie tyle pytań na raz... - zaśmiała się Nina.
-Tak noszę soczewki. Zawsze chciałam mieć. A.. nie dzwoń po lekarza, to zwykłe zatrucie.
-Na pewno?
-Tak.
-Oooo! Masz kotecka! - pisnęła Doma i podbiegła do Kitlera który najwyraźniej się w niej zakochał.
-A mnie nienawidzi. - westchnęłam.
-A tam! Nie ma się co dziwić! Bo może jestem w jego guście! - zaśmiała się Dominika.
-No najwyraźniej. Jestem zazdrosna! - krzyknęłam.
-To bądź! - zaśmiałyśmy się  a Doma dumna z siebie wzięła Kitlera na ręce i usiadła na rozłożonej wielkiej kanapie w salonie.
-Ładnie tu masz. - rozejrzała się Dominika. - Dużo miejsca.
-Może obejrzymy w tym cudownym mieszkaniu film? - zaproponowałam.
-Horror? - spytała Nina.
-Może być i horror.
-Poszukam czegoś! Ty leż. - Elena podeszła do telewizora i włączyła film.
 

Od Jakuba

Obudziłem się. Leżałem na podłodze po oknem. Spadłem w nocy z łóżka? Ale chwila.. Okna na noc otwartego nie zostawiałem. Co jest grane?
Czyżby to nie był sen? Ale to nie możliwe.. A jeśli? Niee..
Wstałem i wyjrzałem przez okno. Doznałem szoku kiedy zobaczyłem pod domem na skraju lasu pod drzewem tego psa który mnie ugryzł. Mogę przysiądz że patrzy na mnie! Co on tu robi?!
Pies po chwili wszedł do lasu i znikł.
To było dziwne.
Zszedłem na dół.
-Kubuś!-zawołała moja mała siostrzyczka.
-Tak Maja?-zapytałem.
-Ide dziś na impreze urodzinową do Karolinki!
-Oo to fajnie!-powiedziałem biorąc swoją pięcioletnią siostrzyczke na ręce.
-Gdzie rodzice?-zapytałem Dominiki.
-Pojechali na zakupy. Śniadanie jest w kuchnj.
-Ok!
Postawiłem małą i poszedłem do kuchni. Nałożyłem sobie jajecznicy i zjadłem ją. Byłem bardzo głodny! Jak wilk!
Zrobiłem sobie jeszcze pare kanapek i poszedłem do salonu z nimi.
-Smacznego-powiedziały moje siostry oglądając "Shrek 2".
-Dzięki-powiedziałem biorąc drugą kanapke.
Kiedy już zjadłem i się ogarnąłem wyszedłem z domu. Wsiadłem do samochodu i pojechałem do miasta. Zaparkowałem pod sklepem. Musiałem kupić fajki.
Wychodząc ze sklepu spotkałem Tonego. Spojrzał sie na mnie dziwnie, burknął suche "cześć" nawet sie nie zatrzymując.
Poczułem od niego dziwny zapach oraz chłód. Moja intuicja która ostatnio oszalała podpowiadała mi żebym trzymał się od mojego najlepszego kumpla z daleka. Nie rozumiałem tego.
-Tony!-krzyknąłem za kumplem jednak ten się nawet nie zatrzymał. Olał mnie. Co jest ?
Ok za dużo dziwnych rzeczy sie dzieje jak na jeden dzień. Muszę zapalić.
Odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się.

piątek, 23 października 2015

Od Bethany

  Weszłam do domu. Dzisiaj była kolejna impreza, ale urodzinowa, i to Niny. Zaprosiła wszystkich ze szkoły,a ja nie mogłam odmówić. Zaczęłam się szykować. Ubrałam czarne rurki, wpuściłam w nie białą podkoszulkę i na to czarna skórzana kurtka i trampki. Wyszłam wieczorem, było zimno. Zapięłam kurtkę i ruszyłam w stronę domów gdzie mieszkała Nina.
  Na imprezie było dużo ludzi. Tony tańczył z Eleną, Nina piła alkohol i trzymając w ręce piwo wpuściła mnie do środka. Był tu Emmet, który nie spuszczał ze mnie wzroku. Bałam się go, ale wiedziałam, że nic a nic mi nie zrobi kiedy jest tu tyle ludzi.
  Po godzinie byłam totalnie zawalona. Ledwo co kojarzyłam ludzi którzy się ze mną witali. Zawsze miałam słabą głowę do picia.
  Podszedł do mnie... ktoś. Nie pamiętam jego imienia, nawet chyba się nie przedstawił. Przystawiał się do mnie, a ja odrzucałam go.
-Dobra. Na przeprosiny może piwo?
-Tak! Chętnie! - uśmiechnęłam się.
-Na górze jest spory zapas Niny.
-Nie ładnie tak kraść! - zaśmiałam się. - Ale impreza to impreza. Prowadź.
  Poprowadził mnie, a raczej wniósł po schodach. Poszliśmy do pokoju, ale tu wcale nie było alkoholu.
-Ty kłamczuchu! Idziemy na dół! - poszłam do drzwi a on pchnął mnie na łóżko. - Co robisz?
-To na co mam ochotę. - mruknął i ugryzł mnie w szyję.
  Spojrzał mi w oczy.
-Nie krzycz. Masz milczeć. Nic po tym co się tu stanie nie będziesz pamiętać. Jasne?
-Tak. - odparłam automatycznie.

Rano znalazłam się u siebie w mieszkaniu. Obudził mnie dzwonek do drzwi. Ledwo co wstałam i zaspana otworzyłam drzwi.

-Jak tam? - spytała Nina.
-Nic nie pamiętam. - szepnęłam.
-Nareszcie wraca stara Beth!
-Nie. To był ostatni raz.\
-Każdy tak mówi.
-Pamiętam jak jakiś chłopak... zaciągnął mnie do pokoju. Upił mnie. A potem czekał... I pamiętam tylko... jak...
-Co? - spytała zmartwiona.
-Jak... On mnie przywiązał do łóżka. Potem... robił... różne rzeczy...
-Co?! Zgłosimy to na policję!
-Nie chcę... Nie mam dowodów.
-Potwierdzę...
-Że byłaś przy tym? I nic nie zrobiłaś? Przestań... to... ja... to... ja chcę... chcę być sama.
-Ale...
-Nic z tym nie zrobisz.... Wyjdź...
-Wiem, że czujesz się strasznie...
-Nie. Jest... spoko. Może to był sen?
-Beth... ja wiem co przeżywasz...
-Nie wiesz! Gówno wiesz! Wyjdź! - krzyczałam i ona wyszła a ja oparłam się o drzwi i zapłakana schowałam twarz w dłoniach.
  Bałam się teraz gdziekolwiek wyjść. Zostałam zgwałcona na imprezie Niny. Nawet nie wiem kto to zrobił! Nie pamiętam go! Nie wiem co teraz zrobię... psychicznie siadam...

Od Jakuba

Ta Beth mnie irytowała. Pod szkołą byłem tylko po Dominike. Akurat kończyła lekcje. Kiedy Beth odeszła zobaczyłem jak moja siostra idzie.
-Dobra Elena ja uciekam bo Dominika już idzie. Do następnego.
Otworzyłem drzwi siostrze.
-Chyba że Cię podwieść?
-Nie no poczekam na Ninę. Ale możesz zgarnąć tamtą marudę.
-Oks.
Wsiadłem do samochodu.
-Od kiedy bujasz sie z Niną, Eleną i Beth?
-Poznałem je u Tonego. I nie, nie jestem zainteresowany żadną z nich.
-Szkoda...
Zatrzymałem się przy Beth.
-Podwieśc Cię?
-Nie, dzięki, przejde się.
-Wsiadaj albo wsadzę Cię na siłe.
Szła dalej. Zajechałem jej drogę.
-Wsiadaj.
Przewróciła oczami i wsiadła.
-Cześć Beth.-powiedziała Dominika.
-Dominika? A co ty tu robisz?
-Jade do domu.
-Wy się znacie? Jesteście razem?
-Em... Jesteśmy rodzeństwem.
-Nie wiedziałam że Dominika ma starszego brata...
-Nie bylo mnie tu przez pare lat. Może dlatego.
-Może.
-A więc gdzie mieszkasz? -zapytałem.
-Ja wiem. Poprowadzę Cię-powiedziała moja siostra.
Po 10 minutach byliśmy pod mieszkaniem Beth.
-Dzięki.
-No do następnego.-odparłem i odjechałem jak wysiadła.
-Fajna dziewczyna co nie?
-Dominika nie staraj się mnie związać z nikim. Ok? Nie jestem zainteresowany dziewczynami..
-To może chłopcy?
-Sądzisz że jestem gejem?
Dominika sie zaśmiała.

Kiedy zostawiłem siostrę w domu pojechałem od razu do pracy. Wieczorem byłem już wolny. Wróciłem do domu i miałem zamiar się położyć kiedy stało się coś dziwnego. Byłem dziwnie pobudzony, miałem dużo energii i.. Coś jeszcze czego nie da się opisać. Mój pies dziwnie na mnie reagował. Szczekał i warczał. Nie tak jakby chciał mnie zaatakować... On się bał.
-Prencel?
Pies zawył i schował się do budy.
-Dziwne..
Dziś była pełnia a ja jakoś nale zrobiłem sie senny.. Wykąpałem się i położyłem się wygodnie w łóżku. Księżyc świecił prosto na mnie przez okno. Mimo to zasnąłe bez większych problemów..
Miałem dziwne sny.. Biegałem po lesie. Bardzo szybko.. Byłem inny..

czwartek, 22 października 2015

Od Bethany


  Stałam w lesie z obcymi mi ludźmi. Rozejrzałam się, nie mogąc się poruszyć. Stał tam Tony, staliśmy w kółku. Byliśmy na jakiejś polanie. W końcu jakby ktoś mną kierował - poruszyłam się, szłam przed siebie wraz z całą resztą. Tony stanął przed nami, miał czarne oczy. Zdawały się przepełnione bólem, głodem i cierpieniem.
  Zakręciliśmy za wielkie drzewo, a tam ujrzałam swoją siostrę która wisiała na drzewie martwa, ale nie czułam bólu. Nie obchodziło mnie to, że moja siostra wisi na drzewie martwa.
-To drzewo wisielców. - zaczął Tony. - Każdego z was wybijemy po kolei. - szepnął mi do ucha.
-Tony! Nie mamy czasu. Chodź tu.
  Powiedziała jakaś blondynka.
-Co robimy? - spytał jakiś chłopak.
-Słuchamy się Tony'ego. - odparła blondynka.
-Zaczniemy wybijać po kolei.
-Po co? - spytała jakaś dziewczyna.
-Bo w was płynie krew która daje nam moc, siłę i utrzymuje nas przy życiu. - blondynka stanęła przed jakąś dziewczyną.
-Twoja siostra była jedną z siódemki wybranych. My jesteśmy wampirami pierwotnymi. Pożywiamy się wybranymi którzy muszą umrzeć, inaczej umrzemy my. Nie zadowala nas krew zwykłego człowieka. Wy rodzicie się raz na dwieście czterdzieści lat. a jeśli nie wypijemy z was ostatniej kropli krwi, to umrzemy.
-Zacznę od ciebie. - podszedł do mnie Tony i rzucił się na mnie.

  Obudziłam się cała spocona w swoim nowym mieszkaniu które dostałam od rodziców. Musiałam zamieszkać sama. Zmieniłam się. Odsunęłam się od rodziny, jestem inna. Nikomu nie ufam, szczególnie jestem uczulona na facetów.
  Po tym śnie podniosłam się z łóżka. Dzwonił mój telefon.
  Naprawdę? Zasnęłam o piętnastej i obudziłam się o dwudziestej?
  No tak. Moje życie teraz polega na spaniu, chodzeniu do szkoły, unikanie jakichkolwiek imprez.
-Idziesz na imprezę do Tony'ego? Wpadaj! Czekam, nie przyjmuję odmów! - zadzwoniła Elena i się rozłączyła.
  Każdy widział moją zmianę. Ubierałam się w czarne rzeczy lub białe, albo moro. Nikt nie zwracał już na mnie uwagi. Od incydentu z Emmetem zmieniłam się. Mało mówię, jestem teraz dla większości uczniów jedną wielką zagadką, mówią o mnie różne rzeczy, ale każda jest kłamstwem.
  Weszłam do salonu Tony'ego nawet nie pukając. Było tu pełno ludzi, jak zwykle. Znalazłam Elenę tulącą się do Tony'ego, rozmawiali z jakimś chłopakiem.
-O! Jest księżniczka!
-Nie mów tak do mnie. - odparłam bez emocji. - Mam cię zabrać? - spytałam.
-Nieeee!!!
-Jest nawalona. - powiedział chłopak.
-Nie zauważyłam. - powiedziałam rzucając ironią.
  Chłopak uniósł brwi.
-Wyluzuj chociaż. - miał tak samo wywalone jak ja.
  Oparłam łokcie o blat i spojrzałam się na niego.
-Jestem tu tylko, żeby zabrać swoją nawaloną przyjaciółkę. Nie lubię imprez, nie chce tu być, więc dopóki stąd nie wyjdę nie wyluzuje.
-Zachowujesz się jak moja matka! - zaśmiała się Elena.
  Tony dziwnie się na mnie patrzył. Miał czarne oczy.
-Stary, co ci? - spytał ten chłopak.
-Wiesz... ja muszę... Znajdziesz mnie później Kuba. - odszedł.
-A więc Jakub? - uśmiechnęłam się złośliwie. - A ja jestem Beth.
-Chyba grzeszysz złośliwością, co? - parsknął zniesmaczony.
-A ty nudą? - wyprostowałam się i spoważniałam. - Wracamy. - zwróciłam się do przyjaciółki.
-Nie chcę!
-Ja się nie pytam czy chcesz czy nie.
-Czemu zgrywasz jej matkę? - spytał nagle Kuba.
-Bo jestem jej przyjaciółką a ona jak się nawali może zacząć rzucać butelkami po piwie po całym pokoju celując w głowy myśląc, że jest Hitlerem.
-Ostatnio tak było!!! - zaśmiała się i złapała za butelkę. - Pif paf! Haha!
-Dobrze, już dobrze El. Oddajemy buteleczkę. - powiedziałam spokojnie i odebrałam jej butelkę. - A teraz wstajemy... - pomogłam jej wstać.
-Dasz radę? Pomóc?
-Chłopczyku, bo się połamiesz. - rzuciłam na odchodne i wyszłam z Eleną.

  W szkole miała okropnego kaca. Na parkingu pod koniec lekcji czekałam na to aż Nina podjedzie swoim samochodem. Ja nie umiałam jeździć samochodem więc musiały mnie zawozić dziewczyny.
-Hej Kuba. - usłyszałam zalotne witanie jakiś tępych lal.
  Przewróciłam oczami.
  Podeszła do nas Caroline, tępa idiotka która podchodząc do nas ma nadzieję na dowiedzenie się czegoś o jakimś chłopaku. Traktowano mnie jak chłopa, informację, nie jak dziewczynę. Zadawałam się z większością chłopaków w tej szkole, dziewczyny próbowały uzyskać ode mnie informacje. Oczywiście, miałam je w dupie i nie rozmawiałam z nimi na te tematy, ale próbowały rozmawiać o nich na okrągło.
-Hej Beth! O! Kuba! Chodź do nas.
  Pociągnęła go do nas.
-Na litość... - przewróciłam oczami i odwróciłam się zażenowana.
-Znacie Kubę? Ja go znam...
-Spieprzaj stąd. - warknęłam do dziewczyny a ta przestraszona odeszła.
-Pa Kubaaa!
-Dzięki, że chociaż ty nie masz ograniczeń i możesz im powiedzieć żeby sie odwaliły.
-Nie zrobiłam tego dla ciebie. Ja ich mam dość, robię to dla siebie księżniczko. - odparłam.
-Czemu ona taka jest? - spytał Eleny.
-Nie wiem. Zmieniła się, ale trudno się mówi. - wzruszyła ramionami.
  Spojrzeli na mnie pragnąc wyjaśnienia.
  Spojrzałam na nich.
-No. Bywa.
-Na litość boską! Gdzie jest Nina?! - zaczęła zrzędzić Elena.
-Poszła do Krisa. - wzruszyłam ramionami. - Pieprzyć to. Czekaj na nią, ja wracam lasem.
  Poszłam przed siebie wkładając do uszu czarne słuchawki.

środa, 21 października 2015

Od Jakuba

Przed snem odkaziłem sobie rane po ugryzieniu i opatrzyłem. Bolała i to bardzo. Jakby coś w niej było..
Zasnąłem po dłuższej chwili. Miałem dziwne sny...
Śniły mi się dwa klany. Tak jakby to było w średniowieczu. Oba klany były sobie wrogie. Jeden miał związek z wilkami a drugi to były "zimne istoty". Nie wiem co mógł oznaczać.

***

Rano wstałem do pracy. Była sabota. Około godziny 10 zadzwoniłem do dziewczyny która dała mi numer.. Do Niny że mogą odebrać samochód. W ciągu niespełna godziny przyszły.
-I jak tam? -zapytała Elena.
-Wszystko dobrze. Wymieniłem olej. Samochód jest ogólnie w dobrym stanie.
-To dobrze-powiedziała elodyjnym głosen Nina.
Jakoś dziwnie sie na mnie patrzyła.
-Ile płacę?
-To do szefa. Jest w gabinecie.
Elena poszła do szefa a ja zostałem sam z Niną.
-Hmmm wiem że to może zabrzmieć dziwnie ale masz może jakieś plany na dziś? -zapytała.
-Emm.. Jestem już umówiony z Tonym. Ma być u niego jakaś impreza.
-To świetnie! Pewnie się spotamy! Napijesz sie ze mną, będzie fajnie. Tony robi niezłe imprezy.
-Nie pije.
-Leki bierzesz czy robisz za kierowce?
-W ogóle nie pije alkoholu.
-Serio?
-Tak
-Ale nigdy nie piłes? Dawaj! Z nową koleżanką się nie napijesz.
-Nie pije, przykro mi.
-No dobrze... Ale na pewno i tak będzie fajnie. Poznasz reszte paczki. Fajni ludzie, zobaczysz.
-Znam większość.
-To dziwne. Mamy wspólnych kumpli a się nigdy nie widzieliśmy.
-Wyjechałem w wieku 17 lat. Pewnie dlatego.
-Może. Ale zawsze można to narobić.
Przyszła Elena, pożegnaliśmy się i pojechały. Nie wiem o co chodzi Ninie ale ja nie imteresuje sie dziewczynami. Nie po tym co się wtedy stało...
Zostawiając myśli poszedłem do łazienki zmienić opatrunek. Moje zaskoczenie było ogromne kiedy zobaczyłem że rana po ugryzieniu znikła! Co jet grane?!

wtorek, 20 października 2015

Od Bethany

-A to moje królestwo. - weszliśmy do całkiem sporego domu.  
  Weszłam i rozejrzałam się. 
-Piękny dom. Ma historię. 
-Racja. Ma się szczęście, że dostałem go w spadku...
-Po pierwsze, ja go dostałem. - usłyszałam za sobą głos Tony'ego. - A po drugie, dlaczego przyprowadzasz gościa nic mi o tym nie mówiąc?
-Tony... przecież się znamy... - zaczęłam. 
-Weź się wyluzuj. - zaśmiał się Emmet.
  Tony złapał go za manatki i pchnął na ścianę. 
-Słuchaj. Nie wiem co kombinujesz, nie wnikam w to. Ale nie mieszkasz tu. 
-To też mój dom. - uśmiechnął się zawadiacko. - I robię co chcę i gdzie chcę, braciszku. 
-Mamy problem. Ale teraz to cię nie obchodzi, prawda? 
-My mamy? A co to niby znaczy? - spytał Emmet.
-Możecie skończyć? Martwię się i sama nie wiem co mam robić w takiej sytuacji.
-Racja. To dosyć niezręczna sytuacja dla Bethany. 
  Wyszedł, a ja zostałam sama z Emmetem. 
-Może powinniśmy go zatrzymać...?
-Daj sobie spokój. Ten kretyn sobie nic nie zrobi.
-Przesadzasz...
-To ty przesadzasz. 
  Pocałował mnie. Pierwszy raz moje serce drgnęło jak czerwona lampka sygnalizując, że coś tu nie gra. To uczucie było sztuczne, nieprawdziwe... 
-Puść mnie... - odepchnęłam go. 
  Wybiegłam na zewnątrz. Zatrzymał mnie. Wyjątkowo szybko mnie dogonił... 
-Kocham Cię. Beth. Nie wyobrażam sobie bez ciebie życia... 
-Ale...
  Pocałował mnie nie pozwalając mi dokończyć.
-EKHEM! - Chrząknęła jakaś osoba za nami. 
  Odsunęłam się od Emmeta spokojnie ze złą miną. Elena stała przed nami.
-Przyszłam do Tony'ego. Byliśmy umówieni... Nie wiecie gdzie...
-Gdzieś poszedł. - odparłam szybko chcąc kontynuować. 
  Elena spojrzała zła na Emmeta. Nie lubiła go. Jakby coś wiedziała, ale miała na ustach kłódkę. Coś mi tu nie grało. Pobiegłam za nią, ale szybko od niej odskoczyłam. Była lodowata. Zaszokowana patrzyłam na nią, a ona szybko odeszła. 


  Minęło kilka miesięcy, a między mną a Emmetem było coraz gorzej. Mieszkaliśmy razem, fakt, ale z tym wiązało się wiele złych rzeczy... na początku - same pozytywy - teraz... wszystko było źle.
  Pewnego wieczora wracając z Emmetem od moich rodziców świętując ich rocznicę, weszłam do łazienki i zobaczyłam jego... palącego jakiś narkotyk. 
-Co to jest...? - spytałam w szoku. 
-Zamknij drzwi. - mruknął i zajął się paleniem. 
-CO TO JEST?! - krzyknęłam.
  On wstał i napiął mięśnie. 
-Dopalacze. Spokojnie, są całkowicie zdrowe...
-Dopalacze nie są zdrowe... - kręciłam głową i złapałam się za nią.
-Kochanie...
-Nie! Zostaw mnie. 
  Wyszłam z łazienki a za mną on. 
-Stój jak do ciebie mówię. Słyszysz!? STÓJ SZMATO! 
  Pobiegłam do pokoju i się tam zamknęłam. 
  Po kilku staraniach wyważył drzwi. Złapał mnie za włosy i wyciągnął z pokoju. Płakałam. Bałam się. Pobił mnie, uderzając głównie w twarz, ale w brzuch również uderzał. Nie czekałam. Wybiegłam z mieszkania zostawiając wszystko i cała zapłakana, pobita i przerażona weszłam do pierwszej lepszej taksówki i pojechałam do Eleny. Musiałam z nim skończyć. 

 Elena przyjęła mnie z otwartymi ramionami, lecz na następny dzień wróciłam do domu. Leżałam, już był ranek i przygotowywałam się psychicznie na dzień w szkole. Emmet był chory psychicznie, nie chciałam z nim być, brzydziłam się nim. 
  Przyszedł do mnie tata, usiadł obok a ja odwróciłam się plecami.
-Pamiętaj, że możesz ze mną pogadać. 
  Milczałam. 
  Poklepał mnie po ramieniu.
  Gdybym mu powiedziała jak to mój tata... rozszarpałby na strzępy Emmeta, a ja wolę sobie wszystko poukładać. Zebrać się na odwagę i to skończyć. Chociaż się boję, że znów mnie skrzywdzi...

Od Jakuba

Znalazłem pracę jako mechanik samochodowy. Wreszcie się udało! Pracował em w zakładzie już tydzień. Wszystko było dobrze, wreszcie moje życie się powoli układało.
Dziś na przegląd przyjechały gdzie młode licealistki a że reszta pracowników była zajęta a ją już skończyłem mogłem się zająść samochodem jednej z nich.
-Witam. Coś się stało?
-Tylko przegląd. Jesteś nowym pracownikiem Paula?
-Pracuje tu tydzień ale spokojnie, wprawy mi nie brakuje.
-Jestem Elena a to Nina.
-Kuba.
-Młody jesteś.. Nie powinieneś się jeszcze uczyć?
-Życie to ciągła nauka.
-Mądrze powiedziane-odparła Elena.
-Widziałam Cię na imprezie u Tonego. To twój kolega?
-Znam go jeszcze z piaskownicy. Przyjaźnimy się.
-Nie Widziałam Cię tu przedtem. Wprowadziłeś się pewnie niedawno?
-Mieszkam tu od urodzenia jednak przez pewien czas mnie tu nie było. Wróciłem lekko ponad miesiąc temu.
Wprowadziłem samochód do warsztatu.
-Jutro możecie przyjść po samochód. Jeśli nie będzie nic do naprawy większego spokojnie go odbierzecie.
-Dobrze. To mój numer. W razie czego dzwoń!-odparła jedna.
Podała mi karteczkę z numerem. Zwykle nikt nie dawał nam swoich numerów. Dziwne ale przyjąłem kartke.
-Do zobaczenia Kuba!-powiedział i odeszły a ją zabrałem się za ich samochód.
Wymieniłem olej, posprawdzałem wszystko. Samochód był gotowy do odebrania tak jak myślałem.
Wieczorem wróciłem do domu. Czułem się jakoś dziwnie.
Nie miałem daleko. Postanowiłem iść szybszą drogą przez większy park połączony z lasem. Często nim chodziłem. Było w nim nawet spokojnie. Paru meneli tylko przesiadywało jak zwykle.
Już byłem w połowie drogi kiedy usłyszałem coś. Szczekanie, puszczenie. Jakiś pies?
Zatrzymałem się i zobaczyłem po chwili parę ślepi. Zwierzę patrzył się prosto na mnie. Warczało. Wycofałem się gotowy do ewentualnej obrony.
Zwierzę nagle skończyło na mnie. Był to ogromny pies. Odepchnąłem go od siebie jednak pies się nie poddał. Zaatakował ponownie. Ugryzł mnie w rękę jednak odepchnąłem go. Zawarczał i uciekł.
Trzymałem ręką w miejscu ugryzienia. To było dziwne. Bardzo dziwne. Szybszym krokiem wróciłem do domu...

Od Bethany

  Na następny dzień wszystko zapowiadało się tak, jak powinno być. Ale do szkoły przeszedł brat Tony'ego. Nieziemsko przystojny, niesamowicie uroczy. Jest w ostatniej klasie. Wyglądał na dwadzieścia trzy lata... dziwne.
  Tony podszedł do mnie ze swoimi kumplami. Nie był zachwycony, ciekawe czemu?
-Hej. - przywitałam się a on opędził się od kolegów i zostaliśmy sami. - Coś nie tak?
-Mój brat się wpieprza w moje życie. Nadal nie wierzę, że on żyje.
-Właśnie, ty w ogóle miałeś brata?
-Yy... - zakłopotany poczochrał swoje roztargane włosy i spojrzał na mnie. - Yy... tak... ale myślałem, że nie żyje...
-Nie słyszałam tej historii.
-Opowiem ci kiedyś jak będę nawalony.
  Kiwnęłam głową.
  Nagle do nas podszedł właśnie jego brat. Spojrzał na mnie i przedstawił się.
-Jestem Emmet. Miło poznać. - mrugnął do mnie zalotnie.
-Bethany.
-Porywam twoją piękną koleżankę bracie.
-Nie. To nie jest dobry pomysł. - spojrzał na niego i spiął mięśnie.
-Spokojnie. - zaśmiał się. - Nie będziemy odstawiać przedstawień w szkole, prawda Bethany?
-Po prostu Beth... I... chyba nic się nie stanie jeśli...
-No właśnie trzeba się nad tym zastanowić. - Tony pchnął brata na bok.
  Ale i tak usłyszałam co nie co z ich szeptów. Korytarz szkolny świecił pustkami, a ich szepty odbijały się od ścian.
-Wypijesz z niej... To zły pomysł. Znam cię. Wiem, że jesteś nieprze... Dobra. Mam to w dupie. -
  Tony skończył i odszedł bez pożegnania.
-No to gdzie idziemy? - spytałam ignorując ich rozmowę. Nie chce by wyszło, że podsłuchiwałam.
  A i tak to pewnie ich przekomarzania. Jak to bracia.
  W lesie za szkołą gdy stanęliśmy na moment Emmet obrzucał mnie komplementami tak nieprawdopodobnymi, że brakowało mi pierwszy raz słów by zaprzeczyć. Spojrzał mi w oczy, a ja w jego. Nagle coś mnie tknęło w serce.
-Jesteś tak piękna... - szepnął a ja się zawstydziłam.
-Proszę... przestań... - szepnęłam. - Powinnam iść... - podniosłam swoją czarną torbę z ziemi i spojrzałam na niego.
  Znów to samo, magnetyczne spojrzenie w oczy. Patrzyliśmy tak na siebie jeszcze dłużej.
-Chcę żebyś była moja. I zostaniemy przy tym. Należysz do mnie, tak?
  Poczułam jakąś dziwną zmianę, nagłą, nieprzewidywalną i w ogóle... jakby ktoś w sekundę coś przestawił na inną półkę, coś było nie tak, ale w następną sekundę zapomniałam o tym co się tak naprawdę dzieje. Poczułam przyjemne uczucie w sercu a także brzuchu. Miałam jednak wrażenie, że to wszystko dzieje się zbyt szybko. Mój mózg próbował myśleć racjonalnie, ale serce odmawiało jakiejkolwiek pomocy. Czułam, jakby coś opętało mój mózg i powoli wgrywało tam jakieś nowe informacje które musiałam zapamiętać, oswoić się z tym, zakodować to co powinnam...
-Odwiozę cię do domu, co?
-Zaczynam pracę w redakcji. Taka na boku żeby dorobić... Muszę iść...
-Też tam pracuje. - puścił mi oko i pojechaliśmy.
 
  W pracy nic się nie zmieniło. Dziwiłam się, że mnie zatrudnili w wieku 18 lat. Elena i Nina dobijały się do mnie na okrągło, ale ja nie miałam czasu odebrać. Pracuję...
  Szef - Krystian - mnie polubił. O dziwo. A za Emmetem oglądały się wszystkie dziewczyny. Denerwowało mnie to. A on nic z tym nie robił. Podobało mu się to.
-Może wprowadzisz się do mnie? - spytał kiedy zostaliśmy sami.
-Nie wiem czy to dobry pomysł... nie za szybko...?
  Spojrzał mi w oczy i znów to dziwne uczucie magnetyzmu.
-Wprowadzisz się do mnie. Zgoda?
-Tak. - odpowiedziałam.

  Czułam, że robię dobrze... ale z drugiej strony gdzieś w środku wiedziałam, że to za szybko... Znam go dopiero jeden dzień... Wszystko się komplikuje... Ale... zaczynam rozumieć. Kocham go...! I to prawdziwie. Prawda?

piątek, 16 października 2015

Od Bethany

-Dostałam smsa od Tony'ego! - krzyknęła Elena podnosząc się z fotela. 
  Każda z nas siedziała na kanapie lub fotelu i odpoczywały zmęczone po tańcach. Każda z nas piła jedno piwo, więcej nie chciałyśmy. 
-Co napisał? - spytała Nina. 
-Czy wpadnę na domówkę!!!
-Ja jestem wykończ... - zaczęłam. 
-Chodźcie!
  Pociągnęła nas na dwór i zamknęła dom. 
-Ale jesteśmy po alkoholu, nie możemy prowadzić... - zauważyłam. 
-No i co?! - zaśmiała się Elena. 
-Ona ma rację. Niech ktoś po nas podjedzie. - przyłączyła się do mnie Nina. 
-Dobra niech będzie. - zgodziła się Elena. - Veronica będzie jechać, zabierzemy się z nią.

  Na domówce... No jak zwykła domówka. Tony słynął z licznego dziwacznego rodzeństwa i wielkiego domu. Pierwszy raz organizował domówkę. 
  Weszłam do środka i dopadłam Tony'ego i wyciągnęłam go z tłumu na bok. 
-Co tam księżniczko? - spytał, a ja się uśmiechnęłam. 
-Lubisz Elenę? 
-A co? - spojrzał się na mnie podejrzliwie. 
-No bo podobasz jej się... - mruknęłam pod nosem spuszczając wzrok. 
-Ja podobam się Elenie? - zdziwił się.
-No...
-Ale... ja nie szukam dziewczyny. 
-Cały czas dajesz jej jakieś sygnały... pomyślałam, że coś chcesz więcej...
-Chce się przyjaźnić, jakie sygnały? 
-No sygnały! Chodź do kina, chodź na spacer... Co to ma niby znaczyć? 
-Dziewczyny,dziewczyny... jesteście takie dziwne...! 
-Ja nie jestem romantyczką jak Elena, ona naprawdę sobie coś pomyślała...
-Wytłumaczę jej...
-Nie! Nie,nie,nie! Daj temu czas okej? Przejdzie jej, tylko nie okazuj jej zbytniej uwagi. 
-Ale to nie przedłuży...
-Nie. Z nią tak jest. 
-Dobra...
-Ale i tak wiem że kiedyś ci się odwidzi i będziecie słodką parką gołąbeczków! - droczyłam się z nim.
-Nie w mojej bajce słonko. - poklepał mnie po policzku i odszedł.
  Elena doleciała do mnie. 
-Gdzie Nina? - spytałam zaskoczona, że nie ma jej z nami.
-Tańczy z Flynnem. - machnęła ręką. 
-Aha... 
-O czym gadałaś z Tonym?
-Rozmawiam z nim o wielu rzeczach, jest moim kumplem...
-No tak... - zawstydzona odeszła do barku i poszła do drinka. 
  Westchnęłam i spojrzałam na zegarek. 
  Dwudziesta druga trzydzieści?! 
  Biegiem ruszyłam do Tony'ego by się z nim pożegnać. Siedział z grupą znajomych. 
-Muszę lecieć. - oświadczyłam.
-Dopiero? 
-Zostałabym ale muszę jechać do domu. Sprawdzić czy siostra i braciszek jeszcze żyją... 
-Jasne. - mruknął i poczochrał mi włosy. 
-Wiesz gdzie jest Veronica? Musi mnie ktoś odwieźć...
-Poszła na górę z Bradley'em. - spojrzał na mnie znacząco.
-Uhm... dobra... pójdę pieszo.
-Ile wypiłaś? - upewnił się.
-Nic. Jedno piwo u siebie. Spokojnie dojdę do domu... 

  Rano byłam zmasakrowana. Nie wiem po czym, ale byłam zmęczona. Wstałam i wyszykowałam Jess do szkoły, bez żadnych problemów wstała. Mój braciszek został nakarmiony i niania musiała się nim zająć. Więc mogę wychodzić.
  Elena podjechała samochodem i zawiozła najpierw Jess do szkoły a potem pojechałyśmy do szkoły. Dziś miałam zawody. Elena oczywiście wraz z Niną będą mi kibicować. Awansowałam dosyć szybko na kapitana ze względu na to, że poprzedni odszedł i na jej miejsce weszłam jakimś cudem ja. No i mam swoje obowiązki co do tego. 
  Weszłyśmy na boisko, a na trybunach masa uczniów, jakiś dziennikarzy i kamer. Czyżbyśmy grały na kogoś ważnego? 
  Nie za bardzo mnie to interesowało - wolałam skupić się na grze. 
  Kiedy po pierwszym naszym punkcie gra zaczęła się psuć, doszukałam się jednej dziwnej rzeczy. Jedna z dziewczyn była mi znajoma, a gdy ścinała piłkę robiła to tak niewiarygodnie mocno, że aż mnie to przerażało. Bałyśmy się piłki. Stałam na boisku domagając się pomocy od sędzi, ale nie mogłam z siebie wydobyć słowa. 
-Co to ma być? - szepnęła do mnie Hayley. 
-Nie wiem. Dziwna jest. 
-To Brooklyn Accola Mercedes. Jest straszną suką, znana z piłki ręcznej. Mistrzyni Ameryki północnej. Ma taką siłę w jednej ręce że to się nie mieści... 
-Sprawdzę to. 
  Poszłam do sędzi. On nic na to nie poradził, odprawił mnie z kwitkiem a ja wściekła postawiłam dziewczyny na nogi. 
W trakcie gry doszło do niespodziewanych punktach które wpadały na nasze konto raz po raz. Dzięki mnie. Potem jak na zawołanie przeciwniczek niejaka Brooklyn Accola Mercedes strzeliła piłką w moją twarz, nawet nie zdążyłam się odwrócić. Krew leciała mi z nosa, ledwo co powstrzymałam płacz. Zaprowadzono mnie do pielęgniarki która szybko mnie opatrzyła, ale sędzia nie pozwolił mi zagrać. Zdjęli Brooklyn z pola.Aczkolwiek dzięki dwóm dziewczynom z mojej drużyny udało nam się ugrać remis. Byłam nawet zadowolona, ale to nie wygrana. 
  Po zawodach wyszłam z szatni i spojrzałam na Elenę.
-Jak nosek? - spytała Nina. 
  Wpadłam im w ramiona zmęczona i wyczerpana, obolała, padnięta. One tylko mnie przytuliły. 
-Rozwalę tej Brooklyn łeb! - wrzasnęła Nina.
-A ja jej na poprawkę połamie te krzywe łapy i nogi! 
  Zaśmiałam się.
-Kocham was. 
-My ciebie też mała. - powiedziały razem i poszłyśmy do samochodu. 
  Mój nos zaplastrowany i spuchnięty śmiesznie będzie wyglądać jutro rano... 


Od Jakuba

Po rozmowach byłem niezadowolony. Znowu to samo. Są zainteresowani i już prawie mam pracę ale nagle dowiadują się że byłem w więzieniu i po pracy...
Wróciłem do domu i wziąłem samochód. Dawno nie jeździłem... Ale dawałem radę. Pojechałem po siostry. Odebrałem Majke i pojechałem pod szkołę Dominiki. Stała z koleżankami. Rozmawiały zawzięcie o czymś jednak Dominika wydawała się nieobecna. Zatrąbiłem. Spojrzał się w moją stronę. Koleżanki mojej siostry coś powiedział a ona im odpowiedziała poczym podeszła do samochodu. Wsiadła.
-Co tam? Jak w szkole?
-Super.-powiedziała smętnie Dominika.
-Co się stało? Ktoś coś ci zrobił? Coś powiedział czego nie powinien?
-Nieee ..
-Przecież widzę
-Koleżanki się o ciebie pytały.
-Co mówiły?
-Że jesteś przystojny i takie tam...
-To źle?
-Nie.. No ale wiesz...
-Domu.. Słuchaj. Dziewczyny zawsze gadały i gadać będą. Nie znają mnie, nigdy mnie nie widziały. Zobaczysz. Minie trochę czasu i temat twojego starszego brata przejdzie do historii.
-Spodobałeś się im. Roksana się mnie pytałaś czy cię z nią nie zapoznania. Chce cię zabrać na imprezę.
-Wiesz że nie jestem zainteresowany dziewczynami.
-Wiem. To samo im powiedziałam.
-Głową do góry. Przecież nic takiego się nie stało?
Milczał. Podejrzewałem że nie do końca powiedziała mi o co chodzi. Zaczynałem się martwić.

***

Po południu wszedłem na miasto. Poszedłem do baru. Jednak nie piłem alkoholu. Wziąłem sobie szklankę kawy i wsiadłem przy stoliku. Nie piłem alkoholu już od dawna. Od tego wypadku. I obiecałem że już tego nigdy nie zrobię. Nie mogłem pić. Przez to straciłem Diane. Nie zrozumiałem jak nastolatkowie... Ogólnie ludzie mogli się upijać, pić. Dla mnie to było zło. Jedyny nałóg jaki miałem to fajki. Jednak nie paliłem ot tak sobie.. Paliłem by uspokoić nerwy. Zacząłem po Jej śmierci. Jedynie to dawało mi chwilowe ukojenie.
Zadzwonił mój telefon. Dzwonił Tony.
-Się ma stary wpadasz dziś na imprezę?
-Nie.
-Dawaj! Nie musisz pić! Będą licealistów ale to jeśli cię nie interesuje to też nic się nie stanie. Wpadają dla nas!
-Nie wiem..
-Oj dawaj! Za chwilę jestem po ciebie. Gdzie jesteś?
-W barze za rogiem.
-Pijesz?
-Kawę.
-No jasne. Zaraz jestem. Nie musisz się śpieszyć.
-OKS.
Do piłem kawę i akurat wtedy podjechał mój kumpel. Raz na jakiś czas wypad na domówkę mi nie zaszkodzi? W sumie..  I tak pić nie będę.

Od Bethany


  Weszłam do szkoły i od razu napotkałam Elenę i Ninę przy wejściu. Ta pierwsza mówiła jak zwykle o Tonym, a ta druga grzecznie jej słuchała, choć wiedziałam, jakie to dla niej nudne. Podeszłam do nich przerywając codzienny temat Eleny i przywitałam się z nimi.
-Mam prawko. - oświadczyła Elena. - Dziś u mnie o szesnastej.
-O szesnastej mam trening. - westchnęłam poprawiając swoją torbę.
-Jaki trening? Ty i trening?
-Siatkówka. Zapisałam się... mam dość tej monotonii... wiesz, wracam do domu, rodziców nie ma, a to oznacza opieka nad bratem i połącz to z nauką...
-A bracia?
-Seth nie odwiedza nas w ogóle, a Sam to Sam. Ma naukę, robotę...
-Może u ciebie?
-Aleks musi iść spać o siedemnastej, niania go położy. Muszę jej jeszcze dopłacić za dodatkowe godziny.
-Masz z czego?
-Nigdzie nie chcieli mnie zatrudnić, ale rodzice o wszystko dbają.
-Przecież jesteś młoda, nie masz niczego na koncie, czemu tak robią?
-Cholera ich wie... - mruknęłam pod nosem.
-To może dziewiętnasta u mnie? Twój brat chyba przyjdzie?
-Pewnie tak, jeśli go poproszę to...
-Oho, idzie twój były. James Kanon! - powiedziała śpiewnie Elena a Nina jak zwykle milczała. Cicha woda brzegi rwie...
-Czego chcesz? - odwróciłam się do dziewiętnastoletniego ex i zmierzyłam go zła wzrokiem.
-Spokojnie mała... Słyszałem, że nie masz pracy...
-Zamknij się, błagam. Nasz temat chyba jest dawno zakończony...
-No weź, piękna...
-Twoja laska cię rzuciła? To znajdź inną, mnie zostaw.
-Oj... tamta to było przelotne... tak naprawdę kocham tylko ciebie...Cały czas o tobie myślę...
-A myślałeś o mnie jak bzykałeś się z tą szmatą? Zabawne. Doprawdy. Ja, jestem szczęśliwa bez takiego kretyna jak ty.
-Po co te nerwy... kotku...
-Nie mów tak do mnie! - podniosłam głos. - Daruj sobie.
  Wzięłam dziewczyny za ręce i odeszłam. Zła wypuściłam powietrze z płuc i podążyłam do klasy.
-Dziś o dziewiętnastej. - powiedziałam i weszłam a Elena wraz z Niną się zaśmiały.
  Całą lekcje nie mogłam się skupić. Byłam tak zdenerwowana na Jamesa! Nienawidziłam go. Czy każdy facet musi być takim kretynem, kłamcą i bajkopisarzem w jednym? To takie żałosne... Jestem wolna teraz! I dobrze mi z tym.


  Pożegnałam się z dziewczynami z klasy, z którymi też miałam bardzo dobre kontakty i ruszyłam do nowiutkiego samochodu Eleny. Nina już siedziała z tyłu i wyjęła z torby butelkę piwa z uśmiechem.
-To pijemy w domu moje panie. - krzyknęła. - Kocham piątki!
-No to patrzcie jak zajebiście prowadzę... - ruszyła.
  Wjechała na parkingu komuś. Elena spanikowała i odjechała a ja krzyczałam na nią, by nie uciekała z miejsca zdarzenia.
-Wiesz jakich kłopotów by mi debil narobił?! Każdy facet to...
-A skąd wiesz może to była kobieta?! Boże... Ty idiotko! - krzyczała na nią również Nina.
-Dobra, przepraszam! - walnęła w kierownicę Elena.
-Nie nas powinnaś przepraszać! - wrzasnęłam na przyjaciółkę.
-Dobra,dobra...! Ychhh...
 
  W domu u Eleny sprawa się trochę uspokoiła. Ale nadal byłam zła. Jak mogła tak po prostu odjechać!?
  Otworzyłyśmy piwo i zaczęłyśmy się bawić.