-Kto taki? - zeszłam na dół i zobaczyłam Damona. - Co tu robisz?
-Mam go wyrzucić? - spytała Doma.
Damon zaśmiał się kpiąco i odsunął Dominikę na bok.
-Przyszedłem do niej. - wskazał na mnie palcem. - Mogę pogadać z nią w 4 oczy?
-Jasne. - mruknęła i poszła na górę.
-Przyszedłem sprawdzić jak się trzymasz.
-Od kiedy się tak mną interesujesz?
-Od kiedy nosisz moje dziecko.
-Twoje?
-Przecież to ja cie zgwałciłem. - roześmiał się. - Nie pamiętasz?
Milczałam.
-To nie twoje dziecko. - skłamałam.
-Kłamać nie umiesz.
-Czemu zależy ci na tym, żeby to było twoje dziecko?
-Bo Inferno chce mieć to dziecko, a ja lubię się licytować.
-Moje dziecko nie będzie kartą przetargową.
-Nie udawaj mamusi, nie zależy ci też na tym dziecku.
-Nie zależy, ale to dziecko.
-Och daj spokój Beth! Masz w dupie to co się z nim stanie!
-Nie mam.
-Masz.
-Koniec tego. Wyjdź stąd!
-Nie podnoś na mnie głosu słonko. - wziął moją twarz w jego dłonie bym nie mogła się wyswobodzić.
-Wyjdź!!! - krzyknęłam.
Na dole zjawiła się Dominika a przez drzwi wszedł Tony i Kuba.
-Coś nie tak? - spytał Tony. - Damon, dość tego.
-Rozmawiamy tylko.
-Wynocha. - powiedział Tony i wywalił Damona.
-Kto to był? - spytał Kuba.
-Mój brat. - odparł.
-Masz brata?!
-Nie wiesz o mnie nic. - odpowiedział wymijająco i wyszedł.
-Co się dzieje? - spytała Dominika.
-Nic. Małe spięcie. - mruknęłam.
-Idź do domu. - nakazał Kuba.
-Ale...
-Już.
-Przepraszam Cię Beth...
-Do zobaczenia. - przytuliłam ją i ona odeszła.
-O co chodzi?
-O nic.
-Jasne jasne kłamczuchu.
Zrobiłam krzywą minę patrząc, jak ogląda moje mieszkanie.
-Widziałem tą krzywą minę! - zawołał. - Masz kota?
-Jaką krzywą minę... - udałam że nic nie zrobiłam. - Kitler.
-Miłośniczka Hitlera?
-Nie zupełnie. - zaśmiałam się.
-Jutro zakończenie roku. Idziesz?
-Tak. Tylko po zaświadczenia i koniec nauki.
-Zawiozę cię.
-Nie trzeba...
-Ależ trzeba trzeba. - mrugnął do mnie. - Jutro o 8.30.
-Jasne, będę gotowa na sto procent.
-Mam nadzieję. - uśmiechnął się.
Po tym zakończeniu gdy szłam w stronę samochodu Kuby dopadł mnie Damon. Nadal męczył o tą sprawę z dzieckiem.
-Ta sprawa ma być nie rozgłoszona. Jasne? Nikt ma o tym nie wiedzieć.
-Milczenie jest złotem. Co za to będę miał? - objął mnie ramieniem a ja zdjęłam jego rękę.
Uśmiechnęłam się.
-Gówno.
-Grzeczniej... - syknął.
-Bo co? - zaśmiałam się.
Za mną zjawili się Kuba i Tony wraz z Niną, Eleną i Dominiką.
-Tony. Mamy do pogadania. - zarządził Damon i wziął go na bok. - Pokażę wam jaki potrafi być Damon. - zaśmiał się i odszedł.
-Mamy się czego bać. - zaśmiała się Dominika.
-No, mamy. - potwierdził Tony.
-Co? - zdziwiła się Doma.
-Wracaj do domu. - nakazał Kuba.
Dominika odeszła.
-Co takiego Damon może nam zrobić?
-Wybić pół miasta. Muszę go jakoś powstrzymać, zostawcie to mnie. - mruknął Tony i odszedł.
Wieczorem Dominika gdy wychodziła ode mnie nie pozwalała mi wyjść z domu. Zła wybiegłam na samej koszulce na ramiączka i krótkich spodenkach. Padał deszcz, było bardzo rześko.
Takiego orzeźwienia mi trzeba było. Poczułam delikatne kopnięcie w brzuch, potem pisk opon. Spojrzałam w bok.
-Oszalałaś!? - usłyszałam głos Kuby.
-Jak zawsze w dobrym momencie. - zaśmiałam się.
-Wchodź do domu. - wysiadł i pogonił mnie na górę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz