środa, 28 października 2015

Od Bethany

-Ktoś do ciebie. - usłyszałam na korytarzu głos Dominiki. 
-Kto taki? - zeszłam na dół i zobaczyłam Damona. - Co tu robisz? 
-Mam go wyrzucić? - spytała Doma. 
  Damon zaśmiał się kpiąco i odsunął Dominikę na bok. 
-Przyszedłem do niej. - wskazał na mnie palcem. - Mogę pogadać z nią w 4 oczy?
-Jasne. - mruknęła i poszła na górę. 
-Przyszedłem sprawdzić jak się trzymasz. 
-Od kiedy się tak mną interesujesz? 
-Od kiedy nosisz moje dziecko. 
-Twoje?
-Przecież to ja cie zgwałciłem. - roześmiał się. - Nie pamiętasz? 
  Milczałam.
-To nie twoje dziecko. - skłamałam. 
-Kłamać nie umiesz. 
-Czemu zależy ci na tym, żeby to było twoje dziecko?
-Bo Inferno chce mieć to dziecko, a ja lubię się licytować. 
-Moje dziecko nie będzie kartą przetargową. 
-Nie udawaj mamusi, nie zależy ci też na tym dziecku. 
-Nie zależy, ale to dziecko.
-Och daj spokój Beth! Masz w dupie to co się z nim stanie! 
-Nie mam. 
-Masz. 
-Koniec tego. Wyjdź stąd! 
-Nie podnoś na mnie głosu słonko. - wziął moją twarz w jego dłonie bym nie mogła się wyswobodzić. 
-Wyjdź!!! - krzyknęłam. 
  Na dole zjawiła się Dominika a przez drzwi wszedł Tony i Kuba. 
-Coś nie tak? - spytał Tony. - Damon, dość tego. 
-Rozmawiamy tylko. 
-Wynocha. - powiedział Tony i wywalił Damona. 
-Kto to był? - spytał Kuba.
-Mój brat. - odparł. 
-Masz brata?!
-Nie wiesz o mnie nic. - odpowiedział wymijająco i wyszedł. 
-Co się dzieje? - spytała Dominika. 
-Nic. Małe spięcie. - mruknęłam. 
-Idź do domu. - nakazał Kuba.
-Ale...
-Już.
-Przepraszam Cię Beth...
-Do zobaczenia. - przytuliłam ją i ona odeszła. 
-O co chodzi?
-O nic. 
-Jasne jasne kłamczuchu. 
  Zrobiłam krzywą minę patrząc, jak ogląda moje mieszkanie. 
-Widziałem tą krzywą minę! - zawołał. - Masz kota? 
-Jaką krzywą minę... - udałam że nic nie zrobiłam. - Kitler. 
-Miłośniczka Hitlera? 
-Nie zupełnie. - zaśmiałam się. 
-Jutro zakończenie roku. Idziesz? 
-Tak. Tylko po zaświadczenia i koniec nauki. 
-Zawiozę cię.
-Nie trzeba...
-Ależ trzeba trzeba. - mrugnął do mnie. - Jutro o 8.30. 
-Jasne, będę gotowa na sto procent. 
-Mam nadzieję. - uśmiechnął się.

  Po tym zakończeniu gdy szłam w stronę samochodu Kuby dopadł mnie Damon. Nadal męczył o tą sprawę z dzieckiem.
-Ta sprawa ma być nie rozgłoszona. Jasne? Nikt ma o tym nie wiedzieć. 
-Milczenie jest złotem. Co za to będę miał? - objął mnie ramieniem a ja zdjęłam jego rękę. 
  Uśmiechnęłam się.
-Gówno. 
-Grzeczniej... - syknął. 
-Bo co? - zaśmiałam się.
  Za mną zjawili się Kuba i Tony wraz z Niną, Eleną i Dominiką.
-Tony. Mamy do pogadania. - zarządził Damon i wziął go na bok. - Pokażę wam jaki potrafi być Damon. - zaśmiał się i odszedł.
-Mamy się czego bać. - zaśmiała się Dominika. 
-No, mamy. - potwierdził Tony.
-Co? - zdziwiła się Doma.
-Wracaj do domu. - nakazał Kuba. 
  Dominika odeszła. 
-Co takiego Damon może nam zrobić?
-Wybić pół miasta. Muszę go jakoś powstrzymać, zostawcie to mnie. - mruknął Tony i odszedł. 

  Wieczorem Dominika gdy wychodziła ode mnie nie pozwalała mi wyjść z domu. Zła wybiegłam na samej koszulce na ramiączka i krótkich spodenkach. Padał deszcz, było bardzo rześko. 
  Takiego orzeźwienia mi trzeba było. Poczułam delikatne kopnięcie w brzuch, potem pisk opon. Spojrzałam w bok. 
-Oszalałaś!? - usłyszałam głos Kuby.
-Jak zawsze w dobrym momencie. - zaśmiałam się.
-Wchodź do domu. - wysiadł i pogonił mnie na górę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz