Na następny dzień wszystko zapowiadało się tak, jak powinno być. Ale do szkoły przeszedł brat Tony'ego. Nieziemsko przystojny, niesamowicie uroczy. Jest w ostatniej klasie. Wyglądał na dwadzieścia trzy lata... dziwne.
Tony podszedł do mnie ze swoimi kumplami. Nie był zachwycony, ciekawe czemu?
-Hej. - przywitałam się a on opędził się od kolegów i zostaliśmy sami. - Coś nie tak?
-Mój brat się wpieprza w moje życie. Nadal nie wierzę, że on żyje.
-Właśnie, ty w ogóle miałeś brata?
-Yy... - zakłopotany poczochrał swoje roztargane włosy i spojrzał na mnie. - Yy... tak... ale myślałem, że nie żyje...
-Nie słyszałam tej historii.
-Opowiem ci kiedyś jak będę nawalony.
Kiwnęłam głową.
Nagle do nas podszedł właśnie jego brat. Spojrzał na mnie i przedstawił się.
-Jestem Emmet. Miło poznać. - mrugnął do mnie zalotnie.
-Bethany.
-Porywam twoją piękną koleżankę bracie.
-Nie. To nie jest dobry pomysł. - spojrzał na niego i spiął mięśnie.
-Spokojnie. - zaśmiał się. - Nie będziemy odstawiać przedstawień w szkole, prawda Bethany?
-Po prostu Beth... I... chyba nic się nie stanie jeśli...
-No właśnie trzeba się nad tym zastanowić. - Tony pchnął brata na bok.
Ale i tak usłyszałam co nie co z ich szeptów. Korytarz szkolny świecił pustkami, a ich szepty odbijały się od ścian.
-Wypijesz z niej... To zły pomysł. Znam cię. Wiem, że jesteś nieprze... Dobra. Mam to w dupie. -
Tony skończył i odszedł bez pożegnania.
-No to gdzie idziemy? - spytałam ignorując ich rozmowę. Nie chce by wyszło, że podsłuchiwałam.
A i tak to pewnie ich przekomarzania. Jak to bracia.
W lesie za szkołą gdy stanęliśmy na moment Emmet obrzucał mnie komplementami tak nieprawdopodobnymi, że brakowało mi pierwszy raz słów by zaprzeczyć. Spojrzał mi w oczy, a ja w jego. Nagle coś mnie tknęło w serce.
-Jesteś tak piękna... - szepnął a ja się zawstydziłam.
-Proszę... przestań... - szepnęłam. - Powinnam iść... - podniosłam swoją czarną torbę z ziemi i spojrzałam na niego.
Znów to samo, magnetyczne spojrzenie w oczy. Patrzyliśmy tak na siebie jeszcze dłużej.
-Chcę żebyś była moja. I zostaniemy przy tym. Należysz do mnie, tak?
Poczułam jakąś dziwną zmianę, nagłą, nieprzewidywalną i w ogóle... jakby ktoś w sekundę coś przestawił na inną półkę, coś było nie tak, ale w następną sekundę zapomniałam o tym co się tak naprawdę dzieje. Poczułam przyjemne uczucie w sercu a także brzuchu. Miałam jednak wrażenie, że to wszystko dzieje się zbyt szybko. Mój mózg próbował myśleć racjonalnie, ale serce odmawiało jakiejkolwiek pomocy. Czułam, jakby coś opętało mój mózg i powoli wgrywało tam jakieś nowe informacje które musiałam zapamiętać, oswoić się z tym, zakodować to co powinnam...
-Odwiozę cię do domu, co?
-Zaczynam pracę w redakcji. Taka na boku żeby dorobić... Muszę iść...
-Też tam pracuje. - puścił mi oko i pojechaliśmy.
W pracy nic się nie zmieniło. Dziwiłam się, że mnie zatrudnili w wieku 18 lat. Elena i Nina dobijały się do mnie na okrągło, ale ja nie miałam czasu odebrać. Pracuję...
Szef - Krystian - mnie polubił. O dziwo. A za Emmetem oglądały się wszystkie dziewczyny. Denerwowało mnie to. A on nic z tym nie robił. Podobało mu się to.
-Może wprowadzisz się do mnie? - spytał kiedy zostaliśmy sami.
-Nie wiem czy to dobry pomysł... nie za szybko...?
Spojrzał mi w oczy i znów to dziwne uczucie magnetyzmu.
-Wprowadzisz się do mnie. Zgoda?
-Tak. - odpowiedziałam.
Czułam, że robię dobrze... ale z drugiej strony gdzieś w środku wiedziałam, że to za szybko... Znam go dopiero jeden dzień... Wszystko się komplikuje... Ale... zaczynam rozumieć. Kocham go...! I to prawdziwie. Prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz