wtorek, 27 października 2015

Od Bethany

  Tego wieczoru do miasta wyciągnęła mnie Dominika wraz z Eleną i Niną. Poszłyśmy do najbardziej znanego klubu w mieście. Siedziałam przy barze, gdy nagle dostałam kopniaka w brzuch. Ale to nie takiego zwykłego. Zdziwiona obejrzałam się w okół i nie zobaczyłam nikogo. Zdałam sobie sprawę, że właśnie kopnęło mnie moje dziecko, a mój brzuch znacznie się powiększył. Nagle wszystko stawało się kolorowe, wszystko się wyostrzyło. Poczułam napływ głodu, ale nie takiego zwykłego. To było dziwne pragnienie nie znane mi dotąd.
  Coś mną kierowało. Najpierw słyszałam płacz własnego dziecka, jakbym trzymała je na rękach i ono momentalnie się rozbeczało. Wstałam i ruszyłam przed siebie. Zatrzymała mnie Dominika z Niną, patrzyły na mnie dziwnie.
-Co masz z oczami? - spytała Dominika, ale Nina jakby wiedziała co się ze mną dzieje.
-Chodźmy od niej. - spoważniała i wyprostowała się.
-Ale... Ona ma zielone oczy! Coś jej jest! To nie normalne!
-Lumos. - wypowiedziała jakieś dziwne słowa Nina.
  Dominika podążyła w przeciwną stronę a ja uśmiechnęłam się i spojrzałam na dziwnie pachnącą młodą dziewczynę. Też się na mnie patrzyła.
-Cześć. - usiadłam obok niej.
-Heeej... Ładna jesteś.
-Wolisz dziewczyny? - spytałam.
-Jestem biseksualna. Ale wiesz... - zmierzyła mnie.
-To chodź. - pociągnęłam ją w stronę łazienki.
  Pocałowała mnie. Była nieźle napalona. Jednak ja tylko chciałam... nawet nie wiem co chciałam. Zdjęłam jej skórzaną kurtkę i w tym momencie ona pchnęła mnie na ścianę. Z jednej kabiny wyszedł mężczyzna. Miał złote oczy. Zbliżył się do mnie, przytrzymał, a dziewczyna mnie ugryzła w szyję. Piła ze mnie krew jak jakaś pijawka. Ale po chwili przestała - wypluła krew.
-Cierpka krew! Jest w ciąży z wampirem!
-To wyjaśnia jej kolor oczu. Dziecko domaga się krwi.
-Trzeba je zabić.
  Ja już wiedziałam czego chcę. Pragnęłam krwi.
-Zwijamy ją. - zażądał napakowany chłopak.
  Dotknął mnie. Był rozpalony, a dziewczyna lodowata.
  Wybiegłam z klubu, znalazłam się na ulicy. Pobiegłam w stronę domu, ale na drodze stanęła mi ta dziewczyna. Pobiegłam w drugą stronę gdzie była szkoła. Tam mogłam się skryć. Spotkałam na swojej drodze chłopaka. Wyglądał jak jeden z kumpli Tony'ego.
-Coś nie tak... em... Beth?!
-Pomóż mi...
-Co się dzieje?
-Powiedz Tony'emu... że gonią mnie... dziwni ludzie...
-Wiem o co chodzi.
  Jego oczy były całe czarne. Za nim zobaczyłam tamtego chłopaka. Uciekłam, a chłopak przeskoczył nad Jacksonem (jeden z kumpli Tony'ego).
   Przede mną stał Kuba. Zaskoczona próbowałam go pociągnąć do ucieczki. Ale był jakiś inny.
-Uciekaj. Co ty robisz kretynie!?
-Robię porządki. - odparł i poszedł przed siebie.
-Nowy? - zaśmiał się tamten chłopak.
-Wilczku, nie wiesz chyba kim jesteśmy. I kim jest twoja koleżanka.
-Wyjaśnijcie mi więc. - wzruszył ramionami Kuba.
-Po pierwsze, my jesteśmy grupą która nazywa się Inferno. Jesteśmy pomiędzy piekłem a niebem, coś jak demony zaklęte w ludzkiej postaci na dodatek w przeklętych istotach. Działamy we dwójkę. Ja jestem ta dobra a on... ten zły. Jak jing i jang. A po drugie, twoja koleżanka...
-Co tu się wyprawia? - zjawił się Tony.
-Co ty tu robisz? - spytał Kuba.
  Zignorował go i patrzył na dwójkę demonów.
-Proszę proszę. Sam Tony nas odwiedził. Gdzie braciszek? - zaśmiała się dziewczyna.
-Aailya, Quintin... błagam was. Wy tutaj? - zjawiła się jakaś dziewczyna.
-Robi się ciekawie. - westchnął Kuba.
-Kto to? - spytałam go.
-Moja znajoma.
-Właśnie, kim ty jesteś? - spytała Aailya.
-To alfa. - powiedział Quintin gotów do ataku.
-Robimy porządki? - spytał Kuba.
-Nie. Nie róbmy bałaganu. - odparł Tony.
-A wy od kiedy tacy zgodni? - spytała Aailya
-Bronimy swojego. - westchnęła koleżanka Kuby.
-Może do później. - wzruszyła ramionami Aailya a oni we dwójkę zniknęli.
-Tchórze. - mruknął Tony.
-O co chodzi? Czemu się do mnie nie odzywasz? - zapytał Kuba.
-Bo jesteśmy wrogami, rozumiesz? I nie próbuj ze mną rozmawiać. Nie możemy. Takie są zasady. Ja tylko bronię Beth. - i zniknął.
-Musisz o tym zapomnieć. - powiedziała koleżanka Kuby.
-Kora, jak to? Można tak? - spytał Kuba.
-Można,można. Chyba, że nie wyrazi na to zgody...
-Nie wyrażam. - uprzedziłam ją.
-Odwieź ją do domu. Jutro coś wymyślę.
  Kuba zrobił tak jak miał zrobić.
-Kim oni byli? Znałaś ich wcześniej?
-Nie, ale chcę się napić krwi od jakiegoś czasu. Czyli, istnieją wampiry, wilkołaki, demony...
-Czarownice istniały, ale już jest ich mało. - dokończył.
-Aha.
-Tylko aha? Nie jesteś w szoku?
-Nie.
-Dziwne.
-Czemu chcesz pić krew? Jesteś wampirem!?
-Nie. - zaśmiałam się. - Ale mam ochotę.
-Ktoś musiał cię ugryźć...
-To już wcześniej się działo. Pili ze mnie krew, ale była gorzka.
-Czemu?
-Nie pasuje im widocznie. - uśmiechnęłam się szeroko. - Idziesz do domu czy tu nocujesz? - zaśmiałam się i spojrzałam mu w oczy.
-No... w zasadzie... - zmierzył mnie a ja ponownie się zaśmiałam.
-Nie tym razem. - mrugnęłam do niego.
  Był gorący, jak Quintin. Jednak nie zastanawiałam się nad tym. Olałam ten fakt. Przez ciążę byłam bardzo spokojna, olewałam wiele rzeczy... Dobrze było tak jak jest teraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz