Stałam w lesie z obcymi mi ludźmi. Rozejrzałam się, nie mogąc się poruszyć. Stał tam Tony, staliśmy w kółku. Byliśmy na jakiejś polanie. W końcu jakby ktoś mną kierował - poruszyłam się, szłam przed siebie wraz z całą resztą. Tony stanął przed nami, miał czarne oczy. Zdawały się przepełnione bólem, głodem i cierpieniem.
Zakręciliśmy za wielkie drzewo, a tam ujrzałam swoją siostrę która wisiała na drzewie martwa, ale nie czułam bólu. Nie obchodziło mnie to, że moja siostra wisi na drzewie martwa.
-To drzewo wisielców. - zaczął Tony. - Każdego z was wybijemy po kolei. - szepnął mi do ucha.
-Tony! Nie mamy czasu. Chodź tu.
Powiedziała jakaś blondynka.
-Co robimy? - spytał jakiś chłopak.
-Słuchamy się Tony'ego. - odparła blondynka.
-Zaczniemy wybijać po kolei.
-Po co? - spytała jakaś dziewczyna.
-Bo w was płynie krew która daje nam moc, siłę i utrzymuje nas przy życiu. - blondynka stanęła przed jakąś dziewczyną.
-Twoja siostra była jedną z siódemki wybranych. My jesteśmy wampirami pierwotnymi. Pożywiamy się wybranymi którzy muszą umrzeć, inaczej umrzemy my. Nie zadowala nas krew zwykłego człowieka. Wy rodzicie się raz na dwieście czterdzieści lat. a jeśli nie wypijemy z was ostatniej kropli krwi, to umrzemy.
-Zacznę od ciebie. - podszedł do mnie Tony i rzucił się na mnie.
Obudziłam się cała spocona w swoim nowym mieszkaniu które dostałam od rodziców. Musiałam zamieszkać sama. Zmieniłam się. Odsunęłam się od rodziny, jestem inna. Nikomu nie ufam, szczególnie jestem uczulona na facetów.
Po tym śnie podniosłam się z łóżka. Dzwonił mój telefon.
Naprawdę? Zasnęłam o piętnastej i obudziłam się o dwudziestej?
No tak. Moje życie teraz polega na spaniu, chodzeniu do szkoły, unikanie jakichkolwiek imprez.
-Idziesz na imprezę do Tony'ego? Wpadaj! Czekam, nie przyjmuję odmów! - zadzwoniła Elena i się rozłączyła.
Każdy widział moją zmianę. Ubierałam się w czarne rzeczy lub białe, albo moro. Nikt nie zwracał już na mnie uwagi. Od incydentu z Emmetem zmieniłam się. Mało mówię, jestem teraz dla większości uczniów jedną wielką zagadką, mówią o mnie różne rzeczy, ale każda jest kłamstwem.
Weszłam do salonu Tony'ego nawet nie pukając. Było tu pełno ludzi, jak zwykle. Znalazłam Elenę tulącą się do Tony'ego, rozmawiali z jakimś chłopakiem.
-O! Jest księżniczka!
-Nie mów tak do mnie. - odparłam bez emocji. - Mam cię zabrać? - spytałam.
-Nieeee!!!
-Jest nawalona. - powiedział chłopak.
-Nie zauważyłam. - powiedziałam rzucając ironią.
Chłopak uniósł brwi.
-Wyluzuj chociaż. - miał tak samo wywalone jak ja.
Oparłam łokcie o blat i spojrzałam się na niego.
-Jestem tu tylko, żeby zabrać swoją nawaloną przyjaciółkę. Nie lubię imprez, nie chce tu być, więc dopóki stąd nie wyjdę nie wyluzuje.
-Zachowujesz się jak moja matka! - zaśmiała się Elena.
Tony dziwnie się na mnie patrzył. Miał czarne oczy.
-Stary, co ci? - spytał ten chłopak.
-Wiesz... ja muszę... Znajdziesz mnie później Kuba. - odszedł.
-A więc Jakub? - uśmiechnęłam się złośliwie. - A ja jestem Beth.
-Chyba grzeszysz złośliwością, co? - parsknął zniesmaczony.
-A ty nudą? - wyprostowałam się i spoważniałam. - Wracamy. - zwróciłam się do przyjaciółki.
-Nie chcę!
-Ja się nie pytam czy chcesz czy nie.
-Czemu zgrywasz jej matkę? - spytał nagle Kuba.
-Bo jestem jej przyjaciółką a ona jak się nawali może zacząć rzucać butelkami po piwie po całym pokoju celując w głowy myśląc, że jest Hitlerem.
-Ostatnio tak było!!! - zaśmiała się i złapała za butelkę. - Pif paf! Haha!
-Dobrze, już dobrze El. Oddajemy buteleczkę. - powiedziałam spokojnie i odebrałam jej butelkę. - A teraz wstajemy... - pomogłam jej wstać.
-Dasz radę? Pomóc?
-Chłopczyku, bo się połamiesz. - rzuciłam na odchodne i wyszłam z Eleną.
W szkole miała okropnego kaca. Na parkingu pod koniec lekcji czekałam na to aż Nina podjedzie swoim samochodem. Ja nie umiałam jeździć samochodem więc musiały mnie zawozić dziewczyny.
-Hej Kuba. - usłyszałam zalotne witanie jakiś tępych lal.
Przewróciłam oczami.
Podeszła do nas Caroline, tępa idiotka która podchodząc do nas ma nadzieję na dowiedzenie się czegoś o jakimś chłopaku. Traktowano mnie jak chłopa, informację, nie jak dziewczynę. Zadawałam się z większością chłopaków w tej szkole, dziewczyny próbowały uzyskać ode mnie informacje. Oczywiście, miałam je w dupie i nie rozmawiałam z nimi na te tematy, ale próbowały rozmawiać o nich na okrągło.
-Hej Beth! O! Kuba! Chodź do nas.
Pociągnęła go do nas.
-Na litość... - przewróciłam oczami i odwróciłam się zażenowana.
-Znacie Kubę? Ja go znam...
-Spieprzaj stąd. - warknęłam do dziewczyny a ta przestraszona odeszła.
-Pa Kubaaa!
-Dzięki, że chociaż ty nie masz ograniczeń i możesz im powiedzieć żeby sie odwaliły.
-Nie zrobiłam tego dla ciebie. Ja ich mam dość, robię to dla siebie księżniczko. - odparłam.
-Czemu ona taka jest? - spytał Eleny.
-Nie wiem. Zmieniła się, ale trudno się mówi. - wzruszyła ramionami.
Spojrzeli na mnie pragnąc wyjaśnienia.
Spojrzałam na nich.
-No. Bywa.
-Na litość boską! Gdzie jest Nina?! - zaczęła zrzędzić Elena.
-Poszła do Krisa. - wzruszyłam ramionami. - Pieprzyć to. Czekaj na nią, ja wracam lasem.
Poszłam przed siebie wkładając do uszu czarne słuchawki.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz