-Nie wiem czy chcę to dziecko. Rozumiesz? Nie chcę mieć dziecka którego ojcem jest wampir. Nie dam rady go wychować... poza tym mam całe życie przed sobą... nie jestem przygotowana na dziecko. Te ciągłe zmiany nastroju... przez to ze.jestem w nadnaturalnej ciąży to wszystko się kumuluje i w ogóle... ych!
Kuba się zaśmiał.
-Normalne chyba, co?
-Nie wiem... nie planowałam dzieci, nie chcę mieć dziecka...
-Zobaczysz je, potrzymasz na rękach i od razu pokochasz.
-Skąd wiesz? A jak nie? Będę musiała je oddać czy coś...
-Na pewno nie. Beth... posłuchaj. nie rób nic głupiego.
-Moja rodzina nie ma ze mną kontaktu os miesięcy. Nie wiedzą że jestem w ciąży, że zostaną wujkiem, ciocią czy babcia lub dziadkiem...
-Chodź. - pociągnął mnie za rękę.
-Gdzie idziemy?
-Chodź, chodź marudo. - uśmiechnął się i kazał wsiąść mi do samochodu.
-O co chodzi Kuba?! - pytałam zaskoczona.
-Nie lubisz niespodzianek? To masz problem. - zaśmiał się i ruszył samochodem przed siebie.
-Gdzie jedziemy? - zapytałam robiąc minę obrazonej dziewczynki.
Milczał, a ja siedziałam i patrzyłam się na niego wyczekujac odpowiedzi.
-Kuba!!!
Milczał.
Zła również zamilkłam.
Dojechaliśmy pod mój stary dom. Stare osiedle w którym się wychowywałam, to wszystko było takie jak zwykle. Nie zamierzałam mówić rodzicom o ciąży. Ani swoim starszym braciom.
-Co tu robimy? - spytałam zaszokowana.
-Odwiedzasz swoją rodzinę. - uśmiechnął się.
Rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam w policzek.
-Chodź! - wyciągnęłam go wręcz z samochodu i pociągnęłam do drzwi mojego rodzinnego domu.
Drzwi otworzył mi tata, ubrany w rozpiętą koszule w kratkę, pod którą miał szarą koszulkę. Miał nawet swoje jeansy które miał na sobie gdy odchodziłam stąd. Trzymał w rękach kubek z napisem "kochany tatuś" dostał go ode mnie na urodziny trzy lata temu.
Za nim pojawiła się mama, która była od taty niższa o pół głowy. Miała krótkie blond włosy, ułożone i lekko pokręcone przez fryzjera. Miała na sobie chabrową sukienkę i czarne baletki w których śmigała zwykle po domu. Wyładniała, miała 40 lat a wygląda naprawdę na 30.
Oboje byli zaskoczeni. Mama rzuciła się na mnie i przytuliła mnie, a w tle słyszałam wołanie mojego młodszego brata, gdzieś po schodach zbiegła jego narzeczona. Ten dom zawsze emanował energią.
-Mamo, tato... to jest Kuba. - przedstawiłam przyjaciela.
-Miło widzieć ze sprowadza chłopaka do domu który w końcu wygląda przyzwoicie. - skomentował tata.
-Tata to taki zabawny opiekuńczy śmieszek. - szepnęłam Kubie.
-Chodźcie. Akurat jest obiad. - mama obudziła się z natłoku myśli i od razu uśmiechnięta zaprosiła nas do domu.
Byłam bliska łez. Kuba wiele dla mnie znaczy i wiele dla mnie robi...
