piątek, 16 października 2015

Od Bethany

-Dostałam smsa od Tony'ego! - krzyknęła Elena podnosząc się z fotela. 
  Każda z nas siedziała na kanapie lub fotelu i odpoczywały zmęczone po tańcach. Każda z nas piła jedno piwo, więcej nie chciałyśmy. 
-Co napisał? - spytała Nina. 
-Czy wpadnę na domówkę!!!
-Ja jestem wykończ... - zaczęłam. 
-Chodźcie!
  Pociągnęła nas na dwór i zamknęła dom. 
-Ale jesteśmy po alkoholu, nie możemy prowadzić... - zauważyłam. 
-No i co?! - zaśmiała się Elena. 
-Ona ma rację. Niech ktoś po nas podjedzie. - przyłączyła się do mnie Nina. 
-Dobra niech będzie. - zgodziła się Elena. - Veronica będzie jechać, zabierzemy się z nią.

  Na domówce... No jak zwykła domówka. Tony słynął z licznego dziwacznego rodzeństwa i wielkiego domu. Pierwszy raz organizował domówkę. 
  Weszłam do środka i dopadłam Tony'ego i wyciągnęłam go z tłumu na bok. 
-Co tam księżniczko? - spytał, a ja się uśmiechnęłam. 
-Lubisz Elenę? 
-A co? - spojrzał się na mnie podejrzliwie. 
-No bo podobasz jej się... - mruknęłam pod nosem spuszczając wzrok. 
-Ja podobam się Elenie? - zdziwił się.
-No...
-Ale... ja nie szukam dziewczyny. 
-Cały czas dajesz jej jakieś sygnały... pomyślałam, że coś chcesz więcej...
-Chce się przyjaźnić, jakie sygnały? 
-No sygnały! Chodź do kina, chodź na spacer... Co to ma niby znaczyć? 
-Dziewczyny,dziewczyny... jesteście takie dziwne...! 
-Ja nie jestem romantyczką jak Elena, ona naprawdę sobie coś pomyślała...
-Wytłumaczę jej...
-Nie! Nie,nie,nie! Daj temu czas okej? Przejdzie jej, tylko nie okazuj jej zbytniej uwagi. 
-Ale to nie przedłuży...
-Nie. Z nią tak jest. 
-Dobra...
-Ale i tak wiem że kiedyś ci się odwidzi i będziecie słodką parką gołąbeczków! - droczyłam się z nim.
-Nie w mojej bajce słonko. - poklepał mnie po policzku i odszedł.
  Elena doleciała do mnie. 
-Gdzie Nina? - spytałam zaskoczona, że nie ma jej z nami.
-Tańczy z Flynnem. - machnęła ręką. 
-Aha... 
-O czym gadałaś z Tonym?
-Rozmawiam z nim o wielu rzeczach, jest moim kumplem...
-No tak... - zawstydzona odeszła do barku i poszła do drinka. 
  Westchnęłam i spojrzałam na zegarek. 
  Dwudziesta druga trzydzieści?! 
  Biegiem ruszyłam do Tony'ego by się z nim pożegnać. Siedział z grupą znajomych. 
-Muszę lecieć. - oświadczyłam.
-Dopiero? 
-Zostałabym ale muszę jechać do domu. Sprawdzić czy siostra i braciszek jeszcze żyją... 
-Jasne. - mruknął i poczochrał mi włosy. 
-Wiesz gdzie jest Veronica? Musi mnie ktoś odwieźć...
-Poszła na górę z Bradley'em. - spojrzał na mnie znacząco.
-Uhm... dobra... pójdę pieszo.
-Ile wypiłaś? - upewnił się.
-Nic. Jedno piwo u siebie. Spokojnie dojdę do domu... 

  Rano byłam zmasakrowana. Nie wiem po czym, ale byłam zmęczona. Wstałam i wyszykowałam Jess do szkoły, bez żadnych problemów wstała. Mój braciszek został nakarmiony i niania musiała się nim zająć. Więc mogę wychodzić.
  Elena podjechała samochodem i zawiozła najpierw Jess do szkoły a potem pojechałyśmy do szkoły. Dziś miałam zawody. Elena oczywiście wraz z Niną będą mi kibicować. Awansowałam dosyć szybko na kapitana ze względu na to, że poprzedni odszedł i na jej miejsce weszłam jakimś cudem ja. No i mam swoje obowiązki co do tego. 
  Weszłyśmy na boisko, a na trybunach masa uczniów, jakiś dziennikarzy i kamer. Czyżbyśmy grały na kogoś ważnego? 
  Nie za bardzo mnie to interesowało - wolałam skupić się na grze. 
  Kiedy po pierwszym naszym punkcie gra zaczęła się psuć, doszukałam się jednej dziwnej rzeczy. Jedna z dziewczyn była mi znajoma, a gdy ścinała piłkę robiła to tak niewiarygodnie mocno, że aż mnie to przerażało. Bałyśmy się piłki. Stałam na boisku domagając się pomocy od sędzi, ale nie mogłam z siebie wydobyć słowa. 
-Co to ma być? - szepnęła do mnie Hayley. 
-Nie wiem. Dziwna jest. 
-To Brooklyn Accola Mercedes. Jest straszną suką, znana z piłki ręcznej. Mistrzyni Ameryki północnej. Ma taką siłę w jednej ręce że to się nie mieści... 
-Sprawdzę to. 
  Poszłam do sędzi. On nic na to nie poradził, odprawił mnie z kwitkiem a ja wściekła postawiłam dziewczyny na nogi. 
W trakcie gry doszło do niespodziewanych punktach które wpadały na nasze konto raz po raz. Dzięki mnie. Potem jak na zawołanie przeciwniczek niejaka Brooklyn Accola Mercedes strzeliła piłką w moją twarz, nawet nie zdążyłam się odwrócić. Krew leciała mi z nosa, ledwo co powstrzymałam płacz. Zaprowadzono mnie do pielęgniarki która szybko mnie opatrzyła, ale sędzia nie pozwolił mi zagrać. Zdjęli Brooklyn z pola.Aczkolwiek dzięki dwóm dziewczynom z mojej drużyny udało nam się ugrać remis. Byłam nawet zadowolona, ale to nie wygrana. 
  Po zawodach wyszłam z szatni i spojrzałam na Elenę.
-Jak nosek? - spytała Nina. 
  Wpadłam im w ramiona zmęczona i wyczerpana, obolała, padnięta. One tylko mnie przytuliły. 
-Rozwalę tej Brooklyn łeb! - wrzasnęła Nina.
-A ja jej na poprawkę połamie te krzywe łapy i nogi! 
  Zaśmiałam się.
-Kocham was. 
-My ciebie też mała. - powiedziały razem i poszłyśmy do samochodu. 
  Mój nos zaplastrowany i spuchnięty śmiesznie będzie wyglądać jutro rano... 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz