Każda z nas siedziała na kanapie lub fotelu i odpoczywały zmęczone po tańcach. Każda z nas piła jedno piwo, więcej nie chciałyśmy.
-Co napisał? - spytała Nina.
-Czy wpadnę na domówkę!!!
-Ja jestem wykończ... - zaczęłam.
-Chodźcie!
Pociągnęła nas na dwór i zamknęła dom.
-Ale jesteśmy po alkoholu, nie możemy prowadzić... - zauważyłam.
-No i co?! - zaśmiała się Elena.
-Ona ma rację. Niech ktoś po nas podjedzie. - przyłączyła się do mnie Nina.
-Dobra niech będzie. - zgodziła się Elena. - Veronica będzie jechać, zabierzemy się z nią.
Na domówce... No jak zwykła domówka. Tony słynął z licznego dziwacznego rodzeństwa i wielkiego domu. Pierwszy raz organizował domówkę.
Weszłam do środka i dopadłam Tony'ego i wyciągnęłam go z tłumu na bok.
-Co tam księżniczko? - spytał, a ja się uśmiechnęłam.
-Lubisz Elenę?
-A co? - spojrzał się na mnie podejrzliwie.
-No bo podobasz jej się... - mruknęłam pod nosem spuszczając wzrok.
-Ja podobam się Elenie? - zdziwił się.
-No...
-Ale... ja nie szukam dziewczyny.
-Cały czas dajesz jej jakieś sygnały... pomyślałam, że coś chcesz więcej...
-Chce się przyjaźnić, jakie sygnały?
-No sygnały! Chodź do kina, chodź na spacer... Co to ma niby znaczyć?
-Dziewczyny,dziewczyny... jesteście takie dziwne...!
-Ja nie jestem romantyczką jak Elena, ona naprawdę sobie coś pomyślała...
-Wytłumaczę jej...
-Nie! Nie,nie,nie! Daj temu czas okej? Przejdzie jej, tylko nie okazuj jej zbytniej uwagi.
-Ale to nie przedłuży...
-Nie. Z nią tak jest.
-Dobra...
-Ale i tak wiem że kiedyś ci się odwidzi i będziecie słodką parką gołąbeczków! - droczyłam się z nim.
-Nie w mojej bajce słonko. - poklepał mnie po policzku i odszedł.
Elena doleciała do mnie.
-Gdzie Nina? - spytałam zaskoczona, że nie ma jej z nami.
-Tańczy z Flynnem. - machnęła ręką.
-Aha...
-O czym gadałaś z Tonym?
-Rozmawiam z nim o wielu rzeczach, jest moim kumplem...
-No tak... - zawstydzona odeszła do barku i poszła do drinka.
Westchnęłam i spojrzałam na zegarek.
Dwudziesta druga trzydzieści?!
Biegiem ruszyłam do Tony'ego by się z nim pożegnać. Siedział z grupą znajomych.
-Muszę lecieć. - oświadczyłam.
-Dopiero?
-Zostałabym ale muszę jechać do domu. Sprawdzić czy siostra i braciszek jeszcze żyją...
-Jasne. - mruknął i poczochrał mi włosy.
-Wiesz gdzie jest Veronica? Musi mnie ktoś odwieźć...
-Poszła na górę z Bradley'em. - spojrzał na mnie znacząco.
-Uhm... dobra... pójdę pieszo.
-Ile wypiłaś? - upewnił się.
-Nic. Jedno piwo u siebie. Spokojnie dojdę do domu...
Rano byłam zmasakrowana. Nie wiem po czym, ale byłam zmęczona. Wstałam i wyszykowałam Jess do szkoły, bez żadnych problemów wstała. Mój braciszek został nakarmiony i niania musiała się nim zająć. Więc mogę wychodzić.
Elena podjechała samochodem i zawiozła najpierw Jess do szkoły a potem pojechałyśmy do szkoły. Dziś miałam zawody. Elena oczywiście wraz z Niną będą mi kibicować. Awansowałam dosyć szybko na kapitana ze względu na to, że poprzedni odszedł i na jej miejsce weszłam jakimś cudem ja. No i mam swoje obowiązki co do tego.
Weszłyśmy na boisko, a na trybunach masa uczniów, jakiś dziennikarzy i kamer. Czyżbyśmy grały na kogoś ważnego?
Nie za bardzo mnie to interesowało - wolałam skupić się na grze.
Kiedy po pierwszym naszym punkcie gra zaczęła się psuć, doszukałam się jednej dziwnej rzeczy. Jedna z dziewczyn była mi znajoma, a gdy ścinała piłkę robiła to tak niewiarygodnie mocno, że aż mnie to przerażało. Bałyśmy się piłki. Stałam na boisku domagając się pomocy od sędzi, ale nie mogłam z siebie wydobyć słowa.
-Co to ma być? - szepnęła do mnie Hayley.
-Nie wiem. Dziwna jest.
-To Brooklyn Accola Mercedes. Jest straszną suką, znana z piłki ręcznej. Mistrzyni Ameryki północnej. Ma taką siłę w jednej ręce że to się nie mieści...
-Sprawdzę to.
Poszłam do sędzi. On nic na to nie poradził, odprawił mnie z kwitkiem a ja wściekła postawiłam dziewczyny na nogi.
W trakcie gry doszło do niespodziewanych punktach które wpadały na nasze konto raz po raz. Dzięki mnie. Potem jak na zawołanie przeciwniczek niejaka Brooklyn Accola Mercedes strzeliła piłką w moją twarz, nawet nie zdążyłam się odwrócić. Krew leciała mi z nosa, ledwo co powstrzymałam płacz. Zaprowadzono mnie do pielęgniarki która szybko mnie opatrzyła, ale sędzia nie pozwolił mi zagrać. Zdjęli Brooklyn z pola.Aczkolwiek dzięki dwóm dziewczynom z mojej drużyny udało nam się ugrać remis. Byłam nawet zadowolona, ale to nie wygrana.
Po zawodach wyszłam z szatni i spojrzałam na Elenę.
-Jak nosek? - spytała Nina.
Wpadłam im w ramiona zmęczona i wyczerpana, obolała, padnięta. One tylko mnie przytuliły.
-Rozwalę tej Brooklyn łeb! - wrzasnęła Nina.
-A ja jej na poprawkę połamie te krzywe łapy i nogi!
Zaśmiałam się.
-Kocham was.
-My ciebie też mała. - powiedziały razem i poszłyśmy do samochodu.
Mój nos zaplastrowany i spuchnięty śmiesznie będzie wyglądać jutro rano...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz