czwartek, 15 października 2015

Od Bethany

  Głośna muzyka, przyjaciele, dużo,dużo alkoholu. Tak wyglądało teraz moje nastoletnie życie. No, prawie jestem pełnoletnia, osiemnastka zbliża się wielkimi krokami, a to już za miesiąc! Wszyscy planują moją wielką imprezę urodzinową, jednak na wiedziałam, że zdążę się jeszcze wyprowadzić z Mystic Falls zanim zdążę wbić osiemnastkę na kark.
  Elena to moja naaajlepsza przyjaciółka którą znam od lat. Nasze rodziny są zaprzyjaźnione, i wszędzie podróżują razem, a raczej często. Nie wiem czemu tak jest, zawsze było to dla mnie dziwne. Ale czym się przejmować? Ja wolałam zajmować się jednym w danym momencie, a mianowicie imprezowaniem!
  Nigdy wcześniej nie chodziłam na imprezy, nienawidziłam tego. Była to dla mnie strata czasu, w ogóle picie alkoholu, palenie papierosów... tylko debil może to robić. A teraz ja stałam się tym który szerzy debilizm na tej planecie tylko dla zaspokojenia własnych dziwacznych potrzeb.
  Poszłam pogadać z Eleną, w tym tłumie osób na połowinkach nie mogłyśmy się usłyszeć. Weszłyśmy do łazienki Eleny. Ona usiadła na skraju wanny a ja stałam opierając się o ścianę. Słychać było muzykę z dołu. Elena organizowała zawsze jakieś imprezki, nawet połowinki. Miała opinię najlepszych imprez w mieście, była szanowana w szkole... ładna, mądra... czego chcieć więcej? Była największą szczęściarą jaką znam.
-Widziałaś Tony'ego Clintona?
-Nie zwracam uwagi na chłopaków, El...
-Ale widziałaś?! Wygląda bossko... jak się na mnie zalotnie patrzył... wow! Muszę go poderwać...
-Czemu ze mną chcesz rozmawiać na temat facetów? Nie znam się na tym.
-Miałaś chłopaka...
-Nie musisz mi przypominać o nim...
-Dobra, przepraszam... W każdym razie ty go znasz i pomożesz mi w umówieniu się z nim na super ekstra hiper randkę.
-Co Ty gadasz? Jakbyś chciała sama byś zdobyła nawet Brada Pita... - westchnęłam.
-Ale Ty go znasz, jak już wspomniałam. Poznasz mnie z nim ''przez przypadek''. - uśmiechnęła się. - Plooooseeee...
-Nie rób tych oczu zbitego szczeniaczka. - odwróciłam wzrok. - Tylko nie oczy szczeniaczka...
-Plooośeee... zgódź sięęęę...
-Dobra! Już dobra... A więc chodź.
-Gdzie...? - spytała zaskoczona.
-''Poznam cię przypadkiem'' z panem Clintonem moja droga.
  Ruszyłam na dół do wielkiego salonu gdzie głównie rozgrywała się całą balanga. Elena ruszyła za mną, dreptała w tą i w drugą zakłopotana i zaskoczona moją nagłą reakcją. Usiadłam obok Tony'ego i uśmiechnęłam się.
-O! Witaj ślicznotko.
-Hej Tony... słuuuuchaj...
-No co tam? - wyprostował się i położył mi rękę na ramieniu.
-Elena! - zawołałam ją a ona ledwo co usłyszała moje wołanie. Zjawiła się w mgnieniu oka.
-Tak..?Eee...- zaniemówiła, gdy zobaczyła Clintona.
-To jest Elena. Ona bardzo nie lubi kiedy wylewa się wino na jej biały mięciusi dywan za trzy koła więc może ją przeprosisz?
  Spojrzał na Elenę zauroczony i z lekkim uśmiechem zaczął do niej coś mówić, nawet przez głośną muzykę nie byłam w stanie nic usłyszeć.
 
  Ranek. Niedziela. Kac.
  Okropne uczucie i ten niedosyt z zeszłej nocy... makabra.
  Wróciłam do domu około jedenastej. Lubiłam dłużej pospać... ale teraz koniecznie musiałam wrócić do domu. Opiekunka powinna kończyć pracę o dziesiątej, a ja znowu dostanę opieprz bo się spóźniłam. Jestem niepunktualna... zwykle.
  Weszłam do domu, przeprosiłam panią Mickelson i poszłam do pokoju swojego braciszka Aleksa. Grzecznie spał w łóżeczku. Potem usłyszałam głośną muzykę po drugiej stronie domu od swojej złośliwej siostry. Wściekła poszłam tam i wtargnęłam na jej teren.
  Malowała paznokcie. Pinda jedna...
-Ścisz to.
-Bo co mi zrobisz? Hę?
-Nic. Proszę, żebyś to wyłączyła. Nie będę się kłócić. Mówię że masz to wyłączyć to tak ma być, bo wyłączę ci neta do końca miesiąca a rodziców uprzedzę.
-Oni potrzebują neta!
-Och, jaka troskliwa. Oni mają w telefonach internet. No już, ściszaj albo zrobię co należy.
  Wyciszyła muzykę, a ja zadowolona zeszłam na dół.
  Akurat do domu wszedł mój starszy brat, ten najstarszy. On był człowiekiem ideałem, chciał mieć bogatą przyszłość, dużo kasy... głównie jego marzenia opierały się na ''mieć dużo kasy''. Wstydził się naszej rodziny, bo jest liczna, mojego młodszego brata Aleksa, bo jest małym bachorkiem który tylko sra, ślini się a nawet ledwo co chodzi. Ma 4 latka, co on według niego ma robić? Fruwać i być dorosłym, takim jak on?
  Jednak próbowałam go akceptować. Nasza rodzina nie jest zła... jest dziwaczna. Mama zawsze tańczy w kuchni śmiesznie wywijając tyłkiem, ojciec uwielbia pracować w garażu i zwykle puszcza jakieś żałosne, śmieszne piosenki na całą ulicę, ostatnio nawet ojciec biegał pół nago bo był wcięty, a to było wesele naszych znajomych. Na ulicy już nie ma się co pokazywać, chociaż musi - wychodzi z domu by przejść do samochodu i jechać do kancelarii. Mama? Mama jest lekarzem, ale zwariowanym. Myli imiona pacjentów, żartuje sobie z nimi, wkręca ich w coś, co nie jest dobre... ale też nie jest złe. Nie robi tego złośliwie, to jej sposób na odstresowanie się. Pacjenci również tak uważają.
  Ale moja rodzina mimo dziwactw jest kochająca. Ale tajemnicza zarazem. Obawiam się, że mają przede mną tajemnice...
-Wychodzisz? - spytał brat.
-Zostajesz z młodymi a ja wychodzę na dwie godzinki. Dasz radę? Wszystko masz w lodówce, mleko... jedzenie...
-Nie wiesz? Myślałem, że w lodówce są brudne pieluchy Aleksa. Mańka, ja wiem co robię. - Pocałował mnie w czoło i posłał na dwór. - Ale nie zamierzam się nim zajmować w nieskończoność, mam pracę. Wracaj szybciej.
-Doooobra.
  Poszłam do szkoły na rozpoczęcie roku. Mój brat o tym zapomina, on ma studia i swoje sprawy na głowie. Elena dopadła mnie od razu na parkingu, stało tu milion uczniów, nowych i starych. Nauczycieli też zaczęło przybywać.
  Elena zakumplowała się z Clintonem, czego się spodziewałam. Ona jest ideałem dziewczyny, a Tony... przystojny, ale zadufany w sobie, brutalny i cyniczny typ. Skomplikowany.
  El objęła mnie ramieniem i zaśmiała się.
-A oto i ona! - spojrzała na Tony'ego. - Czyż on nie jest cudowny? - szepnęła.
  Spojrzałam się na nią a ona jak zwykle - rogal na buzi i śmiech.
-Idę do szkoły. Spotkamy się na sali.
  Ruszyłam w stronę szkoły zostawiając ją samą z Tonym. Może co nie co z tego wyniknie...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz