poniedziałek, 2 listopada 2015

Od Jakuba

Biegłem przez ciemny las. Bardzo szybko. Uciekałem. Slyszałem za sobą pościg. Jako że byłem wilkołakiem byłem szybszy i zwinniejszy.
Wbiegłem pod wsgórze. Okazało się że to ślepy zaułek. Przedemną ciagła się wielka przepaść a na jej dnie płyneła rzeka. Skręciłem w prawo. Jednak droge zastąpił mi jeden z wampirów.
-Zostawcie mnie!-krzyknąłem zły.
Za mną stał już kolejny.
-Nie. Wyplenimy was.
-To nie my!
-A jednak wy.
Pare dni temu ktoś zamordował dwoje nastoletnich wampirów. Wszystko wskazywało na robotę wilkołaków jednak na tych terenac mieszkała tylko jedna watacha.. Do której należałem ja. Żadne z nas nie podniosło nawet renki na tych nastolatków. Nawet ich nie znałem! Wampiry się wściekły.. Postanowiły się zemścić. Podejrzewaliśmy spisek Inferno. W końcu nie było im na renke że wilkołaki i wampiry zjednoczyły się by walczyć przeciw nim.
-Jesteście w błędzie. Żaden wilk z naszej watach nic nie zrobił żadnemu z was.
-Wiesz kim były te dzieciaki? Miały rodziny, przyjaciół.. Były nam bliskie. Wasze psie łapska ich ruszyły. Zginiecie.
-Ile jeszcze mamy powtarzać że to nie my?!
-Kłamiecie.
Wampir rzucił się na mnie. Walczyłem tak by nie wyrządzić mu krzywdy. Kiedy go odepchnąłem zachwiałem się a wtedy drugi skorzystał z tego mkmentu i podłożył mi noge. Runąłem w przepaść...

Obudziłem się... Sam nie wiem ile czasu minęło. Leżałem na łóżku w wilczym domu. Obok mnie siedziała Kora.
-Wreszcie. Juz się bałam źe nas zostawisz
-Ile byłem nieprzytomny?-wybąkałem.
-Trzy dni.
-Aż tyle?!
-Aż tle? Słuchaj.. Jak cię Ash i Peter znaleźli i przynieśli do mnie myślałam że jesteś martwy!
-Co z Beth?
-Wampiry nie pozwalają nam nawet wyjść z lasu.  Chcą nas dopaść.
-Ale to nie my..
-Tak cale oni w to nie wierzą.
-Muszą przejrzeć na oczy zanim wydarzy się coś złego.
-Prawie Cię zabili nie odpuścimy im tego.
-Dajcie spokój. Jest wiele innych pilnych rzeczy. Na przykład obrona Beth i walka z demonami.
-Wampiry nie dadzą nam spokoju.
-Wiem.. Ale musimy z nimi porozmawiać.
- To nic nie da.
-Musze wstać. Zobaczyć się z Beth.
Kora starala się mnie przekonać że to zły sposób jednak jej się nie udało. Wstałem caly obolały.. Wsiadłem do samochodu i pojechałem.
Przed domem Beth aż śmierdziało wampirami. Szybko przedostałem się do jej domu mimo iż na pewno mnie wyczuli. Siedziała w salonie.
-Kuba.. Gdzie byłeś tak długo?!-zapytała.
-To długa historia.
Do domu wszedł Tony.
-Wynoś się stąd.-powiedział do mnie.
Beth spojrzała się na niego potem na mnie a następnie znów na niego.
-Nie wiem o co poszło ale to mój dom i to ja będę decydowała kto tu będzoe siedział a kto nie a jak masz z tym jakiś problem to sam wyjdź.-powiedziała.
Tony spojrzał na nią zaskoczony a następnie przeniósł pełen nienawiści wzrok na mnie i wyszedł.
-Co się stało?-zapytała.
-Nie czas teraz o tym mówić.
-Gadaj.
-Do długa historia.
-Co ci sie stało?-zapytała.-Jesteś caly poobijany.
-Maly wypadek.
-Biłeś się?
-Można tak powiedzieć..
-Dlaczego?
-Nie chce cie martwić.
-Kuba..
-Mam prośbę. Słuchaj.. W lesie jest taki dom. Jest spory.. Zamieszkasz w nim dobrze? Ja tam chwilowo mieszkam. Nalež do Kory.. Mojej alfy. Wszystkie wilkołaki są tam mile widziane.
-Ja nie jestem wilkołakiem.
-Kora sie zgodziła. Tam bedziesz bardziej bezpieczna.
-Mam dość bycia problemem! Dajcie mi normalnie żyć.
-Nie jesteś problemem. Proszę... Chociaż przez jakiś czas. Zaufaj mi.
Patrzyła się na mnie nie wiedząc co zrobić. Jednak po chwili udało mi się nią przekonać. Czekałem w salonie aż spakuje najpotrzebniejsze rzeczy poczym razem pojechaliśmy do wilczej rezydencji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz